#JednoSłowo 2017

Mobility

b_250_250_16777215_00_images_Plakaty_2017_JednoSlowo_04_12_01_17.jpgCzwartek I tygodnia zwykłego

Trenujący sporty siłowe (kulturystyka, podnoszenie ciężarów, crossfit), ale także inne dyscypliny sportu doskonale wiedzą jak ważne jest by każdy trening rozpocząć od dobrej rozgrzewki, która przygotuje nasze ciało na intensywny wysiłek, a zakończyć go ćwiczeniami rozciągającymi.

Ćwiczenia rozciągające mają na celu doprowadzenie do zmęczonych i przykurczonych po wysiłku włókien mięśniowych odpowiedniej ilości krwi, a wraz z nią tlenu itp. Dzięki temu, mogą się one szybciej zregenerować i w ten sposób być gotowe do następnego wysiłku. Ale rozciąganie pomaga również zachować elastyczność mięśni, co z angielska sportowcy określają mobility, a po polsku po prostu mobilnością. Ćwiczenia rozciągające chronią ciało człowieka przed zamienieniem się w robocopa, który choć potrafi dźwigać ogromne ciężary, to jednocześnie brak mu gibkości i zwinności ruchów, tak przydatnych w życiu codziennym. Oczywiście każda dyscyplina sportowa ma swoje plusy i minusy. Mi tutaj bardziej chodzi o pewną zasadę ogólną, która wskazuje na konieczność wykonywania ćwiczeń rozciągających dla zachowania ogólnej mobilności (mobility) ciała.

Codzienne obowiązki, prace, zadania, są bez wątpienia obciążeniem dla każdego z nas. Narzekamy na poniedziałek – bo zapowiada on kolejną porcję ciężkiej pracy. Wyczekujemy piątku, bo daje on perspektywę wytchnienia.

Dźwiganie ciężarów powoduje wzrost siły, ale i stopniową utratę mobilności ciała i jego giętkości, gibkości, elastyczności. Podobnie dźwiganie życiowych ciężarów, obowiązków domowych, zadań w pracy, czy to lubimy, czy nie – wzmacnia nas (jeśli są one mądrze dawkowane, ale o tym może kiedy indziej). Choć doświadczamy swoich słabości, to jednocześnie wzrasta nasza siła. Skutkiem ubocznym tego zmagania się z codziennością może być stopniowe skostnienie naszego serca, utrata wrażliwości na to, co piękne, dobre. W wirze codzienności, to wszystko przestaje już nas poruszać. Doświadczeni wieloma trudnymi sytuacjami twardniejemy, tracimy wrażliwość, zamykamy się w sobie, w swoich planach, obowiązkach i zadaniach. A zapatrzeni w siebie tracimy nadzieję na zmianę, na nowe.

Doskonale rozumie to autor listu do Hebrajczyków, który przytacza obszerne fragmenty psalmu 95 – obyście dzisiaj nie zatwardzali serc waszych

Co zrobić aby nie skostnieć do końca, aby nie utracić mobilności, elastyczności, wrażliwości, gibkości naszego serca? Każdego dnia potrzebujemy dobrej rozgrzewki, która pobudzi nas do działania, a wieczorem ćwiczeń rozciągających to wszystko, co w ciągu dnia przykurczył wysiłek.

Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Słowa trędowatego, całkowite powierzenie się Jezusowi (Jeśli chcesz…) wskazują nam co jest najlepszą rozgrzewką dla naszego serca i co jest najlepszym zestawem ćwiczeń rozciągających po całym dniu: Ufna modlitwa. Pełne zaufania oddanie wszystkiego Jezusowi, pozwolenie by to On był najważniejszą Osobą w moim życiu, potrafi rozkruszyć najbardziej skostniałe serca. Czasem dzieje się to gwałtownie, natychmiastowo (jak w dzisiejszej ewangelii), czasem jest to długi proces kruszenia serca z kamienia, by mogło zacząć bić w nas serce z ciała.

Nasze ciało potrzebuje rozciągania, by nie stwardnieć. Nasza dusza, nasze serce potrzebuje żywej modlitwy, żywego kontaktu z Jezusem – by nie zamienić się skałę. 

fot: Skeeze

primi sui motori con e-max