14.11.2012 - trędowaci - my sami!

Środa XXXII tygodnia zwykłego

Ewangelia na dzisiaj (Łk17, 11-19):

Zmierzając do Jerozolimy Jezus przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodził do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”. Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: „Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec”. Do niego zaś rzekł: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła”.

Minutka ze Słowem:

trędowaci – my sami!

Słysząc "trąd" od razu mam w głowie kilka skojarzeń bardzo dla mnie ważnych. Wszystkimi tymi skojarzeniami są ludzie – św. Damian de Veuster, apostoł trędowatych na Molokai, bł. Jan Beyzym, jak o sobie mówił "posługacz trędowatych" na Madagaskarze, dr Wanda Błeńska świecka misjonarka, 43 lata pracująca wśród trędowatych w Ugandzie, s. Ruth Pfau niemiecka lekarka od dziesiątków lat pracująca z trędowatymi w Pakistanie, o. Marian Żelazek i bł. Matka Teresa z Kalkuty pracujący z trędowatymi w Indiach... Trąd to dla mnie leprozorium i jego mieszkańcy w San Pablo de Loreto w Amazonii Peruwiańskiej, miejsce do którego dotarłam na krótko przed przylotem do Polski.

Jedną z  rzeczy, która mi się nasuwa z dzisiejszej Ewangelii to bycie obcokrajowcem, bycie innym w danym społeczeństwie. Pewnie na Molokai trędowaci, do których dołączył mój ukochany św. Damian de Veuster dziwili się tak, jak Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii: Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Pewnie tam nie jeden trędowaty dziwił się: Żaden zdrowy nie znalazł się, który chciałby być z nami, tylko ten cudzoziemiec.

Trąd to nie tylko choroba  ciała, to też choroba duszy. Trąd to grzech i dotyka każdego z nas. Św. Damian nie tylko opatrywał rany trędowatego ciała, ale przede wszystkim rany trędowatej duszy. Takiej też jak moja, bo trąd grzechu dotyka każdego człowieka, także i mnie. Na trąd nas wszystkich jest lekarstwo – spowiedź święta – lekarstwo, które stosował św. Damian i które stosuje każdy kapłan w konfesjonale. To tam dostępuję uzdrowienia i niejednokrotnie, tak jak tych dziewięciu uzdrowionych przez Jezusa, odchodzę bez uwielbienia Boga, który w osobie kapłana mnie oczyścił!

W zamian za podziękowanie Bogu za uzdrowienie z trądu grzechu niejednokrotnie sami zarażamy trądem – naszymi grzechami, zamkniętym sercem czy umysłem. Tak często my „czynimy” trędowatych innymi. Jak? Poprzez złe mówienie, odseparowywanie drugiej osoby od mojego środowiska, wyalienowanie tej osoby, która chociażby kulturowo czy religijnie nie pasuje do mnie.

Po wielu latach o św. Damianie napisano: Zakonnik. Był sługą wszystkich. Wszędzie pochylał się aż do ziemi, obmywał rany, opatrywał, nakładał maści, pocieszał i śmiał się do wszystkich. Dlaczego tak? Bo wiedział, że w tych ludziach jest Chrystus, Któremu służył i Którego kochał.

Chcę tak jak św. Damian i wielu innych przechodzić nad samą sobą i zadziwiać moją wdzięcznością, tak, jak ten Samarytanin, aby ktoś widząc to, mógł niespodziewanie powiedzieć: A była to Pawonkowianka!

Pan Bóg tak kieruje moim życiem, że często jako osoby, którymi się zachwycam, daje mi tych, którzy pracowali wśród trędowatych. Wierzę, że daje mi ich po to, abym umiała zrozumieć ich trud, poświęcenie i miłość jaką obdarowywali tych, którzy zawsze byli odseparowani od społeczności. Przez nich wszystkich bardziej rozumiem, jak mnie – trędowatą ukochał Pan Jezus oddając swoje życie na Krzyżu, właśnie za mój trąd.

Panie Jezu pomóż mi być jak św. Damian de Veuster patron mojej pracy misyjnej, służąc Tobie i innym! Pomóż mi też zawsze umieć dziękować. Dziękuję Ci za wszystko czego w moim życiu dokonałeś!

podpowiada Zosia Sokołowska, świecka misjonarka w Peru

primi sui motori con e-max