2012/2013

29.04.2012 - zmartwienie o tych, którzy są daleko

IV Niedziela Wielkanocy

Ewangelia na dzisiaj (J 10, 11 – 18):

Jezus powiedział: „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza. Najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia i jeden pasterz. Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je potem znów odzyskać. Nikt mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca”.

Minutka ze Słowem:

zmartwienie o tych, którzy są daleko

Doświadczenie mówi, że rodzice kochający swoje dzieci, martwią się szczególnie o te, które już wyprowadziły się z rodzinnego domu. Córka wyjechała do większego miasta na studia. Najstarszy syn wyjechał do innego kraju, aby zarobić troszkę więcej pieniędzy na kupno mieszkania. Jest jeszcze dwoje młodszych dzieci. Chodzą do gimnazjum i technikum. Mama troszczy się i cieszy wszystkimi nimi, ale najwięcej myśli i martwi się o te, których nie ma w domu. Syn dzwoni codziennie, mówiąc: Mamo, nie martw się o nic. Wszystko jest dobrze, niczego mi tutaj nie brakuje… Córka zapewnia: na szczęście wszystko idzie po mojej myśli; mam dobre koleżanki i kolegów. Mimo tych zapewnień, rodzice myślą o nich bardzo często, martwiąc się. Ktoś może powiedzieć: nie ma o co się martwić, więc…

Pan Jezus staje przed uczniami i mówi: Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają… Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia i jeden pasterz. Jezus ma inne owce… Inne, to znaczy które nie są w Jego owczarni, które ktoś inny zagarnął. W rzeczywistości one należą do Niego. To On oddał za nie swoje życie. Jako dobry pasterz martwi się o owce, które nie są w zasięgu Jego wzroku, które oddaliły się od stada. Wzruszam się słysząc: i te muszę przyprowadzić do siebie.

Panie Jezu, Ty jesteś dobrym pasterzem. Chcę widzieć jak owce wracają do Ciebie. Chcę widzieć radość powracających i szczęście tych, którzy wracają do Ciebie. Chcę widzieć radość owiec, które znajdują ukojenie i bezpieczeństwo w Twojej owczarni. Jeśli mogę Tobie pomóc, proszę Cię, pokaż mi co mam robić, aby przeze mnie inne owce wróciły do Ciebie. Daj mi też zmartwienie o zagubione owce i miłość do nich!

podpowiada ks. Gienek Ploch (na bazie tekstu z roku 2011)

28.04.2012 - czy i wy chcecie odejść?

Sobota III tygodnia wielkanocnego

Ewangelia na dzisiaj (J 6 , 55. 60 - 69):

W synagodze w Kafarnaum Jezus powiedział: „Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojeni”. Wielu spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli mówiło: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: „To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą”. Jezus bowiem od początku wiedział, którzy to są, co nie wierzą, i kto miał Go wydać. Rzekł więc: „Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca”. Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: „Czyż i wy chcecie odejść?” Odpowiedział Mu Szymon Piotr: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga”.

Minutka ze Słowem:

Czy i wy chcecie odejść?

Nie łatwo być chrześcijaninem. Ciągłe chodzenie pod prąd tego świata, etykietka nawiedzonego, drwiące uśmieszki innych, których jeszcze trzeba kochać. Nasze cierpienia, w czasie których wydaje się, że Bóg milczy i rozpoznawanie Jego woli, która prawie zawsze nas przerasta. Trudno też znieść własną głupotę i słabość kiedy po raz kolejny mimo ciągłych starań upadamy dokładnie w ten sam sposób.

Pojawiają się pokusy by trochę zwolnić, by zejść z tej stromej ścieżki wytyczonej przez Pana.  Czy i wy chcecie odejść? – pyta Jezus. Czytam dzisiejszą Ewangelie i widzę wyraźnie, że jest tylko jeden sposób bym wytrwała na tej drodze. Trzeba karmić się ciałem i krwią Jezusa. Ja jestem słaba, ale napełniając się Bogiem pozwalam, by to On we mnie zwyciężał i prowadził mnie przez swój krzyż do życia wiecznego.

Święty Piotrze proś za nami byśmy nie ustawali w drodze do świętości, a kiedy upadamy bądź nam przykładem jak z miłością powracać do Boga.

podpowiada Ola Maszestow

25.04.2012 - wiara rodzi się z tego, co się słyszy!

Święto św. Marka Ewangelisty

Ewangelia z dnia (Mk 16, 15 – 20):

Jezus ukazawszy się Jedenastu rzekł do nich: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: W imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie”. Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły.

Minuta ze Słowem:

wiara rodzi się z tego, co się słyszy

Jechałam kiedyś pociągiem z kolegą - prosto z rekolekcji nad morzem. W przedziale siedziały z nami jeszcze dwie dziewczyny - rozmawiały między sobą śmiejąc się i żartując. Rozmawiałam z moim towarzyszem i, jak to po rekolekcjach bywa, z pasją wymienialiśmy nasze myśli odnośnie przeżytego czasu. Tak się stało, że ten mój kolega zaczął mówić o swojej własnej wierze, o swoim osobistym doświadczeniu Pana Boga. Dziewczyny zamilkły. A ja czułam że nadszedł czas (może kolejny) kiedy do ich serc zapukał Pan Jezus.

Tak to chyba jest, że jeśli ktoś zaczyna dzielić się tym, jak spotkał Pana Jezusa i jak jego życie zmieniło się od tego czasu, to ten który to słyszy milknie. I choć może obydwie strony nie zdają sobie z tego sprawy, to przez tego, który głosi Ewangelię przemawia Duch Święty. Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy jest słowo Chrystusa (Rz 10, 17). Człowiek może odrzucić Boga, może nie przyjąć świadectwa drugiego człowieka. Jest wolny. Kropla drąży skałę. Być może następnym razem skała serca osób, którzy jeszcze nie przylgnęli do Chrystusa, pęknie?

Panie Boże proszę Cię dziś za tych, którzy posłuszni Tobie głoszą Twoją Ewangelię. Daj im swojego Ducha, by mieli odwagę opowiadać o Twoich dziełach tym, których także wybrałeś, a którzy wciąż jeszcze nie odnaleźli Ciebie.

podpowiada Ola Maszestow

27.04.2012 - żywe monstrancje!

piątek III tygodnia wielkanocnego

Ewangelia na dzisiaj (J 6, 52-59):

Żydzi sprzeczali się między sobą mówiąc: „Jak On może nam dać swoje ciało na pożywienie?” Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.  Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje ciało i pije krew moją, trwa we Mnie, a Ja w nim.Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił. Nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”.To powiedział ucząc w synagodze w Kafarnaum.

Minutka ze Słowem:

żywe monstrancje!

"Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, pozostaje we mnie, a ja w nim" (J 6, 56). To zdanie z dzisiejszej Ewangelii mnie zachwyca. Pan Jezus przychodzi do nas gdy przyjmujemy Najświętszy Sakrament i wcale nie odchodzi gdy opłatek topnieje w naszych ustach. On jest w nas, zamieszkuje naszą duszę tak długo dopóki sami, swoim ciężkim grzechem nie wyprosimy Go z naszego serca.

Siedzę sobie na kanapie w moim mieszkaniu, a w moim wnętrzu Bóg prawdziwy. Ten sam, który stworzył niebo i ziemię. Ten sam, przed którym aniołowie zakrywają swe twarze, nieustannie Go adorując. Ten sam, który jest Panem wszelkiego stworzenia - w moim sercu.

A ja?… Jezus mówi mi dzisiaj, że ja jestem w Jego sercu.

Jezu jakiś Ty dobry!

Jezu jakiś Ty niepojęty!

Jezu jakiś Ty Miłosierny!

podpowiada Ola Maszestow

24.04.2012 - a Jezus czeka!

Wtorek III tygodnia wielkanocnego

Ewangelia z dnia (J 6, 30 – 35):

W Kafarnaum lud powiedział do Jezusa: „Jakiego dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: «Dał im do jedzenia chleb z nieba»”. Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu”. Rzekli więc do Niego: „Panie, dawaj nam zawsze tego chleba”. Odpowiedział im Jezus: „Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”.

Minuta ze Słowem:

a Jezus czeka!

Jezus czeka na nas w Najświętszym Sakramencie. Czeka aż odpowiemy na Jego zaproszenie i w czasie Mszy Świętej przyjmiemy Go do swego serca. Zapamiętałam słowa księdza, który podczas kazania powiedział, że gdybyśmy widzieli całą chwałę i majestat Boga, tak jak widzą ją aniołowie, czołgalibyśmy się twarzą do ziemi w procesji do ołtarza.

Święta Faustynka w swoim Dzienniczku napisała: „Aniołowie, gdyby zazdrościć mogli, to by nam dwóch rzeczy zazdrościli: pierwszej – to jest przyjmowania Komunii św., a drugiej – to jest cierpienia” (nr 1804). Są jednak ludzie którzy nie wiedzą, że bez Ciała Pańskiego ich dusza umiera. Święte Hostie przeznaczone właśnie dla nich, ukrywane są po Mszy w tabernakulum. Jezus czeka! Często samotnie. Czeka, aż podczas następnej Eucharystii człowiek - Jego stworzenie, pozwoli Mu wniknąć do swego wnętrza.

Święta Faustynko, Ty tak bardzo tęskniłaś do każdej Komunii Świętej. Naucz mnie z miłością przyjmować Najświętszy Sakrament i adorować Jezusa pozostającego w tabernakulum jako wynagrodzenie za brak miłości innych ludzi!

podpowiada Ola Maszestow

26.04.2012 - chcę zobaczyć Ojca!

Czwartek III tygodnia wielkanocnego

Ewangelia z dnia (J 6, 44 – 51):

Jezus powiedział do ludu: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Napisane jest u Proroków: «Oni wszyscy będą uczniami Boga». Każdy, kto od Ojca usłyszał i nauczył się, przyjdzie do Mnie. Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne. Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi spożywali mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata”.

Minuta ze Słowem:

Chcę zobaczyć Ojca!

Ojca bowiem zobaczył tylko ten kto pochodzi od Ojca (J 6, 46 b). Czytając karty Pisma Świętego i wsłuchując się w to, co mówił Pan Jezus, zauważam jak On często opowiadał nam o Ojcu. Chrystus całym swoim ziemskim życiem wskazywał na swojego Ojca, na pierwszą Osobę Trójcy Świętej. Niepojęta jest dla nas relacja Bóg Ojciec - Bóg Syn, ale i niepojęta miłość Boga Ojca do ludzi, którzy kiedyś w raju wzgardzili Jego miłością i gardzą nią po dziś dzień. Miłość Ojca która godzi się na mękę i śmierć ukochanego Syna Jezusa. Bóg Ojciec który z bólem patrzy na zmasakrowane, konające ciało Chrystusa na krzyżu.

Tę ofiarę uobecnia Msza Święta. Codziennie w sposób bezkrwawy w czasie każdej Eucharystii, Jezus ofiarowuje się za nas i dla nas pozostaje obecny w Najświętszym Sakramencie. Pragnieniem Boga w Trójcy Jedynego jest to, bym przyjmowała Jego ciało i w ten sposób nosiła w sobie obietnicę życia wiecznego. Chcę karmić się Jezusem, by stawać się do Niego podobna. Bym tak jak Jezus mogła kiedyś zobaczyć Ojca.

Duchu Święty prowadź mnie przez Jezusa do Ojca!

podpowiada Ola Maszestow

23.04.2012 - jesteśmy ziarnem...

Poniedziałek, uroczystość św. Wojciecha

Ewangelia z dnia (J 12, 24 – 26)

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli kto Mi służy, uczci go mój Ojciec”

MINUTA ZE SŁOWEM

jesteśmy ziarnem…

Myślę o obumieraniu. O procesie kiedy łupinka ziarna pęka, rozchodzi się i kurczy wypuszczając w górę zalążek nowego, zdrowego życia. Ziarno jest posłuszne swojemu Stwórcy. Kiedy tylko natrafi na odpowiednią ziemię i dobrą pogodę nie czeka, nie kombinuje (a może by tak trochę poleżeć w tej ziemi), tylko obumiera i kiełkuje.

Jesteśmy ziarnem w bardzo dobrej ziemi. Naszej ziemi nie wyjaławia wojna, mamy wolność wyboru religii, Kościół na wyciągniecie ręki i kapłanów, którzy codziennie rozdają nam Pana Jezusa w sakramentach świętych. Pękanie pychy i egoizmu boli, upokorzenia nie dodają nam wdzięku, ale Ten który zadecydował, że rzuci nas na dobrą ziemię dał obietnicę wzrostu jeśli zaufamy Jego słowu.

Panie daj mi być tak posłuszną Tobie, by nie zajmował mnie strach o ból obumierania, ale by rozpierała mnie radość wzrostu dla Twojego królestwa.

podpowiada Ola Maszestow