2012/2013

22.04.2012 - Bóg radości!

III Niedziela Wielkanocy (rok B)

Wydaje mi się że Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii jest bardzo spokojny i radosny. I chyba jeszcze głodny, bo pyta uczniów o jedzenie. Może po prostu chce by uczniowie zobaczyli, że ma On prawdziwe ciało. Pokazuje im swoje ręce, nogi i prosi by dotknęli śladów Jego męki. I powolutku uczniowie, pełni jeszcze zdumienia, też zaczynają się radować. Może któryś z nich podskoczył z radości, może innemu popłynęły łzy wzruszenia, może inny jeszcze zaczął głośno wyrażać swoje emocje. A Pan Jezus mówi do nich: Pokój Wam (patrz: Łk 24, 35 – 48) i sprawia, że ci którzy dotąd zamknięci byli w swoim lęku o życie, zaczynają rozumieć największe tajemnice wiary.

Dobrze pamiętam słowa mojego taty, który kiedyś powiedział mi, że nasza religia jest wiarą ludzi radosnych, bo przez śmierć Jezusa na krzyżu już jesteśmy zbawieni. Wierzę, że trwając przy Jezusie, kiedyś i my z Nim zmartwychwstaniemy i zobaczymy Boga twarzą w twarz, już bez żadnej osłony. A naszej radości nie będzie końca.

Panie Jezu dziękuje Ci za każdy czas radości który mi dałeś, za to że i ja doświadczam łaski Twojego pokoju serca. Proszę Cię jeszcze o to, bym w czasie kiedy nie odczuwam takich łask nie wątpiła, że Ty jesteś Bogiem prawdziwej słodyczy.

podpowiada Ola Maszestow

21.04.2012 - stanąć w prawdzie...

sobota II tygodnia wielkanocnego

W ciemności grzechu, skuleni w łodzi naszych złych przyzwyczajeń i pragnień, targani przez gwałtowny wiatr zwykłych spraw i problemów …  Nagle wśród kłębiących się fal niebezpieczeństw, dostrzegamy idącego w naszym kierunku Boga. Nasze oczy zaczynają dostrzegać rzeczy i wydarzenia, których dawniej nie widziały. Stajemy, może po raz pierwszy w życiu, w prawdzie. Co teraz będzie? Przerażeni wpatrujemy się w Niego. On zaś mówi do nas:To Ja jestem, nie bójcie się(patrz: J 6, 16 – 21).

Ty Panie jesteś  drogą, prawdą i życiem!

Chcę widzieć Cię, jak patrzysz na mnie czułym wzrokiem.

Słyszeć Cię, jak wzywasz moje imię.

Wyciągasz dłoń, posłusznie milkną wszystkie burze.

Wzywasz mnie, by iść.

Do Ciebie iść, po wodzie…

podpowiadają Renia i Andrzej Łukasiewiczowie

18.04.2012 - w stronę światła!

środa II tygodnia wielkanocnego

Ludzie, którzy poznali i przyjęli prawdziwego, żywego Boga i doświadczyli  Jego obecności  w swoim życiu, mimo popełnianych błędów i grzechów,  zawsze będą tęsknili do Boga, który jest prawdziwą Miłością i jedyną Światłością.  Doświadczenie miłości Boga jest tak wielkie, że potrafi przezwyciężyć wszystkie problemy, rozwiać wszelkie niepokoje i wątpliwości. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony(patrz: J 3, 16 – 21).

Tak wielkiej zbawczej światłości i miłości doświadczamy my, nasze rodziny, doświadczyli nasi przodkowie, pojedyncze osoby, całe pokolenia i narody. Wydawałoby się, że nikt i nic nie może nas „odciągnąć” od Boga. Obserwując jednak otaczający nas świat, wszystko to, z czym mamy do czynienia już od dobrych kilkunastu lat:  postępującą laicyzacją całych państw i narodów, politykę promującą „wolną  miłość”, śmierć, narkotyki, związki homoseksualne, to co dawniej było nienormalne, co było grzechem, dziś staje się obowiązującą normą. Trudno oprzeć się wrażeniu, że świat wartości upada, że z naszym społeczeństwem dzieje się coś niepokojącego. Coraz częściej spotykamy się z pogardą dla wartości i symboli religijnych (nie tylko chrześcijańskich). W wielu Państwach prawnie legalizuje się zło. Z premedytacją niszczy się rodzinę, a Kościół spycha się na margines społeczny. Pustoszeją kościoły, młodzież wypisuje się z lekcji religii, wielu przestaje się modlić i spowiadać. Ludzie nie potrafią „stanąć w prawdzie”, zagłuszają sumienia i serca; głoszą wolność, a stają się niewolnikami.

Niestety wygląda na to, że dzisiejszy świat (szczególnie Europa, nie wyłączając Polski), podąża w złym kierunku. W stronę ciemności. Brak wartości w dzisiejszym świecie  nie jest przypadkowy. Wmówiono nam, że my chrześcijanie nie powinniśmy  się mieszać do polityki, że religia nie może być obecna w życiu społecznym i politycznym. W konsekwencji na czele miast, państw stanęli w przeważającej większości ludzie miłujący ciemność. Sami  podążają  ku ciemności i ciągną innych za sobą!

 Światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków (J 3, 19). O ileż sprawiedliwszy i szczęśliwszy byłby świat, gdyby na jego czele byli ludzie miłujący światło…

Panie daj nam ludzi dobrych i odpowiedzialnych, którzy przejmą stery świata i naszego państwa, których uczynki (dokonane w Bogu) zbliżą nas do Światła, którym Ty Panie jesteś!

podpowiadają Renia i Andrzej Łukasiewiczowie

20.04.2012 - a gdyby On urodził się dziś?

Piątek II tygodnia wielkanocnego

Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił i z rybami rozdając  tyle, ile kto chciał(J 6, 1 – 15). Czytając to słowo wyobrażamy sobie, jak wielkie wrażenie na zebranych (świadkach), tych kilku tysiącach ludzi, musiał wywrzeć cud rozmnożenia chleba. Zapewne wszyscy byli zaskoczeni i zdumieni. Na pewno wielu ogarniała wdzięczność i radość. Może wśród tych tłumów byli także ludzie przestraszeni potęgą czynu. Czasami zastanawiamy się, jak po tym wszystkim co ujrzeli, ci sami ludzie mogli krzyczeć „ukrzyżuj”.  

Może lepiej byłoby gdyby Jezus przyszedł na świat teraz? Podobny czyn zapewne wywołałby ogólnoświatową sensację, szum medialny, masowe powroty do Boga, pojednanie ludzi i religii. Świadkowie takiego cudu (choćby tylko za pośrednictwem mediów) na pewno by uwierzyli; musieliby uwierzyć! Nikt nie podniósłby wtedy ręki na Zbawiciela, który zostałby ogłoszony królem całego, szczęśliwego świata.

Czy jednak na pewno taki byłby bieg wydarzeń? Mamy pewne wątpliwości. Może w którymś z państw afrykańskich (ze względu na głód i ciągły brak chleba) przyjęto by entuzjastycznie kogoś, kto potrafi rozmnażać jedzenie. Może, nawet towarzyszył by temu wydarzeniu pewien lokalny „szum medialny”. Prawie pewni jesteśmy tego, że w bogatej Europie wydarzenie to „przeszłoby” prawie bez echa.  W Polsce zapewne usłyszelibyśmy o tym tylko w mediach katolickich. Ale nawet gdyby o tym wydarzeniu poinformowały wszystkie dzienniki, wszystkie media świata, czy cały świat zafascynowałby się nagle postacią Jezusa? Czy ludzie uwierzyliby, że jest On Synem Boga?

Zapewne, każdy w swoim życiu (w życiu swoich bliskich i przyjaciół) doświadczył lub choćby tylko słyszał o wypędzaniu złych duchów, o niedających się naukowo wytłumaczyć uzdrowieniach, o uwolnieniach z nałogów, o innych niezwykłych czynach dokonywanych w imię Jezusa. W dalszym ciągu, niemalże na naszych oczach dzieją się cuda: Niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą. Niestety, jakoś nie powoduje to ogólnoświatowej euforii i masowych nawróceń. Nie czarujmy się, dzisiejszy świat wcale nie jest lepszy. Cuda nie robią na nas większego wrażenia. Gdyby Chrystus pojawił się dzisiaj, może jeszcze bardziej byłby atakowany (tylko w bardziej wyrafinowany sposób). Zapewne akt oskarżenia byłby obszerniejszy, a fałszywe zarzuty bardziej naukowo uzasadnione. Inaczej wykonano by wyrok śmierci. A może dzisiaj Jezus umierałby w samotności (opuszczony przez przyjaciół i rodzinę) w jakimś przytułku lub na dworcu kolejowym. Może umierałby jako stary (niepotrzebny) człowiek po wstrzyknięciu trucizny. A może…. nie urodziłby się nigdy.  Byłby niekochanym poczętym dzieckiem, wydartym z ciała swojej matki.

Boże, chyba to dobrze, że urodziłeś się 2000 lat temu! Panie otwórz nasze oczy, uszy i serca, abyśmy dostrzegali Twoje dzieła i chłonęli słowa Dobrej Nowiny, abyśmy potrafili kochać!

podpowiadają Renia i Andrzej Łukasiewiczowie

17.04.2012 - powtórne narodzenie!

Wtorek II tygodnia Wielkanocy

W życiu każdego z nas odnotować możemy chwile, ważne momenty,  które wiele zmieniły w życiu. Wydarzenia  takie pamiętamy najczęściej  do końca życia. Często je wspominamy i do nich wracamy.  

Kiedy piszemy naszą małżeńską Minutkę trwa  ostatni dzień naszych parafialnych rekolekcji wielkopostnych. Bardzo głęboko przeżywamy wszystko, co usłyszeliśmy i czego doświadczyliśmy.  Może to zabrzmi  nieskromnie lub dziwnie, ale jesteśmy przekonani,  że Bóg wysłał Księdza rekolekcjonistę specjalnie  do nas i do naszych dzieci.  Mamy głęboką nadzieję, że Bóg przez te święte chwile tworzy w nas nową jakość, że już nic nie będzie takie same, że ten czas - to szansa,  abyśmy mogli się powtórnie narodzić w Duchu (patrz: J 3, 7 – 15).

Panie dziękujemy Ci za to, że nie zrażasz się naszymi grzechami i słabościami, że ponownie wyciągasz do nas swoją miłosierną dłoń i dajesz nam kolejną szansę na powtórne  narodzenie!

podpowiadają Renia i Andrzej Łukasiewiczowie

19.04.2012 - zbawienie w Chrystusie!

Czwartek II tygodnia wielkanocnego

Niedawno przeżywaliśmy Święta Wielkiej Nocy. Podczas Triduum Paschalnego towarzyszyliśmy Jezusowi w ostatnich  chwilach Jego ziemskiego życia. Ponownie mogliśmy doświadczyć (niemal fizycznie) ogromnej, przerastającej każdego człowieka, miłości. Miłości Ojca, który swojego Syna ofiaruje za nas, który swojego Syna pozwala znieważać, opluwać, biczować  i w końcu  zamordować.  Miłości Syna, posłusznego Ojcu, który choć jest  samą miłością, doświadcza wręcz sadystycznej nienawiści. Tak; to jest Miłość przez wielkie „M”. Miłość bez granic. Takiej miłości nie może nam dać nikt – tylko Bóg.

Jednak, podobnie jak przed wiekami, mimo, że wypełniło się kilkaset proroctw, nie wszyscy widzieli i widzą w Jezusie swojego Zbawiciela, Mesjasza - praworządnego i triumfującego Króla, który ustanawia swoje królestwo. Podobnie jak 2000 lat temu spotykamy dzisiaj zaciętych wrogów Jezusa, którzy za wszelką cenę zwalczają, pragną „zabić” - usunąć Go z życia. Spotykamy ludzi obojętnych, którym jest „dobrze” bez Zbawiciela, którzy stoją obok, przyglądają się i nie chcą zbliżyć się do Niego. Spotykamy również takich, którzy czekają dalej na Mesjasza (innego), może nawet przyjęliby prawdę o Nim, gdyby była  inna.  

Czy można jednak oczekiwać czegoś więcej? Czy można oczekiwać większej miłości, jak miłość prowadzącą na straszliwe cierpienie i śmierć? Czy można oczekiwać większego zwycięstwa, jak zwycięstwo nad śmiercią ?

Jezus nie pragnie zdobyć nas siłą – lecz miłością! Daje nam więcej, dużo więcej niż jesteśmy w stanie ogarnąć.  Daje nam życie wieczne! Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce. Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz grozi mu gniew Boży (patrz: J 3, 31 – 36).

Panie Jezu! Daj łaskę silnej wiary wszystkim wątpiącym. Panie Jezu! Rozpal ogień miłości we wszystkich duszach obojętnych. Panie Jezu! Daj nam liczne i święte powołania kapłańskie i zakonne, aby nigdy nie zabrakło gorliwych świadków miłości Boga do człowieka.

podpowiadają Renia i Andrzej Łukasiewiczowie

16.04.2012 - skreślony z Księgi Chrztów...

Poniedziałek II tygodnia wielkanocnego

W ostatnim czasie natknęliśmy się na kilka artykułów poruszających temat tzw. „zmuszania do wiary”. Oprócz nauki religii w szkole, najczęściej używanym  argumentem mającym potwierdzić  tezę „zmuszania”, był argument, że chrzest odbywa się za wcześnie, że dziecko przyjmuje Go bez świadomości, że jest to wybór rodziców. Niektórzy internauci zwracają uwagę na to,  jak bardzo „cierpią” z powodu adnotacji o ich chrzcie w księgach parafialnych. Inni przytaczają sprawę normandzkiego emeryta „wolnomyśliciela”, który wygrał proces we francuskim sądzie, który nakazał skreślenie zapisu o jego chrzcie z księgi parafialnej, pod groźbą wysokiej grzywny. Jeden z internautów napisał nawet w swoim komentarzu: Mnie na szczęście ominęła wątpliwa przyjemność chrztu i innych sakramentów.

Już na pierwszy rzut oka widać, że atak na sakrament chrztu św. nie jest zwyczajny. Czy bowiem sam fakt zapisanych kilku linijek w księdze parafialnej  jest na tyle drażliwy, że może przeszkadzać w normalnym życiu? Widocznie może! Tylko dlaczego? Aby zrozumieć ten nadzwyczajny atak, sięgnąć można do Listu do Rzymian. W  liście tym św. Paweł poucza nas: Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć, zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie (Rz 3, 4).

Dla każdego człowieka sakrament chrztu jest powtórnym narodzeniem. Poprzez chrzest, zerwana poprzez grzech pierworodny przyjaźń między Bogiem i człowiekiem odradza się. Stajemy się dziećmi Bożymi. Chrzest jest najwspanialszym darem Boga, znakiem Jego panowania, bramą życia w Duchu, bramą Niebios.

Czy można zatem potępiać rodziców, którzy chcą dla swojego dziecka chrztu jak najwcześniej? Czy odkładanie „na potem” przyjęcia tak wielkiego daru byłoby rozsądne? Byłoby to zwycięstwo szatana, który zna siłę sakramentu chrztu lepiej  niż ludzie. Chrzest przypomina mu jego sromotną klęskę, jaką poniósł pod krzyżem na Golgocie i w wielkanocny poranek.

Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha (J 3, 1 – 8). Panie daj nam łaskę, abyśmy nie zaprzepaścili tego, co dajesz nam przez chrzest święty!

podpowiadają Renia i Andrzej Łukasiewiczowie