2012/2013

19.11.2012 - czy można cicho krzyczeć?

Poniedziałek XXXIII tygodnia zwykłego

Ewangelia na dzisiaj (Łk 18,35-43):

Kiedy Jezus zbliżył się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się zbliżył, zapytał go: „Co chcesz, abym ci uczynił?”Odpowiedział: „Panie, żebym przejrzał”. Jezus mu odrzekł: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu.

Minutka ze Słowem: 

czy można cicho krzyczeć?

Kiedy trzy tygodnie temu wracałam do domu z codziennych zakupów pomyślałam, żeby wejść do niedawno otwartego sklepu z ubraniami. „Sklep” w garażu, a ubrania rozmaite. Może to dziwnie zabrzmi, ale tak naprawdę to tego nie pomyślałam, ale w sercu usłyszałam: „Wejdź”. W sumie niczego nie potrzebowałam, ale weszłam. W środku zobaczyłam młodą kobietę, najwyraźniej zmęczoną. Zaczęła opowiadać dlaczego otwarła ten sklepik. Padły słowa: „Każda kobieta powinna mieć odskocznię od codziennych obowiązków, móc gdzieś wyjść.” Uśmiechnęłam się i powiedziałam: „Dla mnie takim miejscem jest Wspólnota Odnowy w Duchu Świętym. Spotykamy się w każdą środę w salce parafialnej.” Wtedy usłyszałam z ust tej kobiety, że wszyscy bardziej wierzący, cokolwiek to dla niej znaczy, są radośni, widzi, że inaczej przyjmują otaczającą rzeczywistość. Powiedziała: „Ale, to trzeba mieć wiarę. Skąd ją wziąć?” Odpowiedziałam: „Wiara jest łaską. Musi pani o nią poprosić. Albo poprosić kogoś by zrobił to z panią.” Widziałam jak oczy jej są spragnione, a serce krzyczy.

 W dzisiejszej ewangelii do Jezusa krzyczał niewidomy pod Jerychem. Wołał bardzo głośno. Jezus zapytał: Co chcesz, abym ci uczynił? Odpowiedział: Panie, żebym przejrzał. Jezus mu odrzekł: Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła. Skoro dziś Bóg daje nam te słowa, to wiem, że to co powinnam właśnie dziś zrobić, to pójść tam znów, i powtórzyć za Jezusem: Co chcesz, abym ci uczyniła?

Panie idź przede mną. Proszę!

Ps. Ciebie też proszę o modlitwę!

podpowiada Halinka Kamińska

18.11.2012 - Aniołowie

XXXIII Niedziela Zwykła

Ewangelia na dzisiaj (Mk13,24-32):

Jezus powiedział do swoich uczniów: „W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec”.

Minutka ze Słowem:

Aniołowie

Od dzieciństwa jesteśmy przyzwyczajeni do bliskiej obecności Anioła Stróża. Z mniejszym lub większym przekonaniem o Jego realnej obecności wołamy w modlitwie, by przy nas stał, by był nam pomocą. Dziś Słowo Boże ukazuje nam Aniołów zwołujących wybranych z czterech stron świata wierzących w Chrystusa, którzy mają być ocaleni. Jeśli dziś Słowo Boże o tym mówi, a mnie została dana łaska pisać tę Minutkę, to może jest to czas, aby opowiedzieć o moim osobistym doświadczeniu spotkania Aniołów…

Dwa lata temu wraz z mężem zostaliśmy zaproszeni do wsparcia modlitewnego Seminarium Odnowy Wiary, które miało się odbyć w naszym mieście. Zaczęłam modlić się nie tyle za Seminarium – rekolekcje charakterystyczne dla grup Odnowy w Duchu Świętym, ale za miasto, za wszystkich ludzi do których Bóg pragnie przyjść ze swoją miłością. Na miejsce modlitwy wybrałam wzgórze, z którego można zobaczyć całe miasto. I tak dzień za dniem starałam się być wierna modlitwie. Po jakimś czasie zrozumiałam, że na tym wzgórzu nie jestem sama, że modlą się ze mną Aniołowie. Strażnicy Miasta. Pewnego wieczoru ich obecność stała się realna. Wtedy to w moim sercu zrodziło się przekonanie, że jeśli ktoś raz zobaczył Anioła, to już nigdy nie będzie On dla niego roześmianym amorkiem. Dziś słowa: Aniele Boży stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój! Bądź moją pomocą! Tym, który strzeże we dnie i w nocy! Te słowa są pełne Mocy, Mocy Bożej odbitej w obliczu Anioła.

Czekam na głos Aniołów zwołujących wierzących na przyjście Chrystusa.

Panie Jezu daj mi serce wrażliwe bym usłyszała ich głos.

podpowiada Halinka Kamińska

15.11.2012 - Królestwo Boże - tu i teraz!

Czwartek XXXII tygodnia zwykłego

Ewangelia na dzisiaj (Łk 17,20-25):

Jezus zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: „Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: «Oto tu jest» albo: «tam». Oto bowiem królestwo Boże jest pośród was”. Do uczniów zaś rzekł: „Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie. Powiedzą wam: «Oto tam» lub: «oto tu». Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi. Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego. Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie”.

Minutka ze Słowem

Królestwo Boże - tu i teraz!

Dzisiejsza Ewangelia jest dla mnie takim ładunkiem radości. Jest tak pewnie dlatego, że przygotowując dzisiejszą „Minutkę” przebywałam we wspaniałym towarzystwie! Wczoraj miałam dwa niesamowite spotkania. Spotkania, które praktycznie trwały cały dzień, bo spotykając osobę, nie spotykam jej tylko na chwilę. Spotkanie zaczyna się już w przygotowaniu do niego i trwa do zaśnięcia, dlatego, że choć ono kończy się wcześnie, to jednak w myślach cały dzień jest się jeszcze z tą osobą!  Obydwie te osoby obdarowały mnie wielką radością, chwilami nawet wzruszeniem! Jedną z tych osób jest dr Wanda Błeńska – „Babcia” świeckich misjonarzy, którą spotkałam czytając o niej. Drugą jest mój promotor ks. prof. Kazimierz Dola, którego odwiedziłam w Nysie.

Tak sobie myślałam o nich w trakcie tych spotkań, przed i po i doszłam do wniosku, że te moje dwie wczorajsze radości żyją tak, jakby Królestwo Boże było już teraz! Dlaczego tak myślę? Dlatego, że jest w nich wiele pokoju, radości, spełnienia i zapatrzenia w Najwyższego! Wracam do siebie po takich spotkaniach i po prostu siedzę z otwartą buzią, zadziwiona, że są jeszcze tacy ludzie, od których tyle mogę czerpać! A co mogę czerpać? Królestwo Boże!

Pan Jezus mówi Oto bowiem królestwo Boże jest pośród was. Na co dzień nie uświadamiamy sobie tego, ale przecież Pan Jezus jest w nas! A jeśli On Jest w nas, to i Jego Królestwo! O tym myślimy jeszcze mniej, a przecież każdy z nas może dać drugiemu człowiekowi odrobinę Królestwa Bożego – uśmiechem, dobrym słowem, przykładem życia, naśladowaniem Pana, bo oto bowiem królestwo Boże jest pośród was. Wystarczy tylko wyciągnąć rękę i czerpać, aż do wieczności! A czerpiąc, dzielić, bo nic nie daje takiej radości jak dzielenie Miłości!!

Często pytają mnie na różnych spotkaniach, czy tęsknię za Ugandą. Odpowiadam zawsze, że nie. Uganda jest bardzo blisko. Tu, w moim sercu... Czy może być coś bliżej? - to słowa dr Błeńskiej.

Ks. Kazimierz na pytanie, który okres ze swojego życia wspomina najmilej odpowiedział: Każdy okres wspominam sympatycznie. I to właśnie jest to!Bo człowiek żyjący Królestwem Bożym nie wybiega przesadnie do przodu i nie rozpamiętuje szczególnie minionego czasu. Człowiek żyjący Królestwem Bożym, to ktoś, kto żyje tu i teraz, wiedząc, że Pan Jezus Jest tu i teraz, pośród nas!

Panie Jezu dziękuję za te wielkie radości, które uświadamiają mi, że Twoje Królestwo jest pośród nas!

podpowiada Zosia Sokołowska, świecka misjonarka w Peru

17.11.2012 - sukcesor wiary?!

Sobota XXXII tygodnia zwykłego

Ewangelia na dzisiaj (Łk 18, 1-8):

Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: „W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: «Obroń mnie przed moim przeciwnikiem». Przez pewien czas nie chciał». Lecz potem rzekł do siebie: «Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie»”. I Pan dodał: „Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”

Minutka ze słowem:

sukcesor wiary?!

Kiedyś tak sobie marzyłam, że gdyby Pan Bóg chciał mi dać jakiś taki wyjątkowy dar, to chciałabym, aby dał mi dar modlitwy wstawienniczej. Abym tak z pokorą i w cichości serca modląc się wypraszała ludziom u Boga potrzebne łaski!

Czas na misjach uświadomił mi potęgę modlitwy. Wierzyłam w siłę modlitwy już przed wyjazdem, ale pobyt w Peru jeszcze mocniej uświadomił mi jej moc! To, co zadziwiało mnie najbardziej, to to, że mogę modlić się za osobę, która stoi obok mnie, a ona nigdy o tym się nie dowie. Mogę to robić także i tu, ale tam, w ogromie biedy, często większej moralnie niż materialnie i w czasie latynoskim, który jest spokojniejszy niż nasz europejski, starałam się czas drogi czy oczekiwania na spotkanie wypełnić modlitwą za tych, których spotkam. Za każdym razem przed wyjazdami z panią Alcirą, pracownicą socjalną, modliłam się za wszystkich, których spotkamy. Stało się to taką moją tradycją. Do tego stopnia, ze pani Alcira mówiła: „Sofia jedzie z nami i modliła się dużo, więc wszystko pójdzie lepiej”. I tak było! Ale to nie moja zasługa, ale Pana Boga, który przez to umacniał moją wiarę!

Jak modlitwa, to wiadomo też wiara, a jak wiara, to Pan Bóg! Te trzy „rzeczy” zawsze idą w razem. Każdy z nas potrzebuje bodźców, które popychałyby do większej modlitwy, a przez to do większej wiary! Żyjemy w takich, a nie innych czasach i myślę, że teraz jeszcze bardziej potrzebujemy bodźców, które przybliżyłyby nam Osobę Boga. Nie jest to łatwe, ale musimy wiedzieć, że On pojawia się we wszystkim! Zachwycam się ogromnie, gdy Go odnajduję w poezji! Dziś przypomniał mi się pewien wiersz Jana Kasprowicza:

Bo gdzież jest większy Pan i Król i Władca?

Gdzież moc Ci równa i równa potęga?

Tyś, Boże, ziarnem i kłosem, i listkiem,

Wszystko przez Ciebie i Ty jesteś Wszystkiem,

i przez Cię wszystko, Nieśmiertelny Panie,

na nieśmiertelne w Tobie królowanie.

Gdzież moc Ci równa? Gdzież równa potęga?

Gdzież jest ten płomień, co skry Twej dosięga?

Gromem przemawiasz w łyskającej tuczy,

głos Twój morzami i wulkanem huczy,

trzęsieniem ziemi ogłasza Twe wieści

lub słodko szumi, szemrze i szeleści.

Straszliwy bywasz w Swym monarszym gniewie:

rozkwitłe pola zatapiasz w ulewie,

żagwią pożarów godzisz nam w zagrody,

bijesz dobytek i zatruwasz wody.

Lecz kto opiece Twej się odda szczerze

tego Twa łaska od złego ustrzeże.

Bo czyjaż dobroć Twych rozmiarów sięga?

Gdzież moc Ci równa i równa potęga?

Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? Myśląc o tym, co Pan Jezus mówi nam w dzisiejszej Ewangelii, przychodzi mi na myśl pewne słowo: sukcesja. Dlaczego właśnie to slowo? Bo w pewnym sensie my jesteśmy odpowiedzialni za to, czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie. Jesteśmykontynuatorami, sukcesorami wiary tych, którzy byli przed nami. Od nas zależy jak i czy przekażemy wiarę tym, którzy przyjdą po nas. Od nas zależy czy z naszej ludzkiej spuścizny ktoś będzie w stanie czerpać zachwyt nad Bogiem i czy spuścizna naszego życia porwie innych do Boga, tak jak mnie porywa dziś spuścizna poezji, w której odnajduję mojego Boga! Starajmy się czerpać wiarę od tych, którzy byli przed nami, aby ci, którzy przyjdą po nas byli tymi, u których Syn Człowieczy znajdzie wiarę gdy przyjdzie.

Panie Jezu pomóż mi być dobrym sukcesorem wiary!

podpowiada Zosia Sokołowska, świecka misjonarka w Peru

14.11.2012 - trędowaci - my sami!

Środa XXXII tygodnia zwykłego

Ewangelia na dzisiaj (Łk17, 11-19):

Zmierzając do Jerozolimy Jezus przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodził do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”. Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: „Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec”. Do niego zaś rzekł: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła”.

Minutka ze Słowem:

trędowaci – my sami!

Słysząc "trąd" od razu mam w głowie kilka skojarzeń bardzo dla mnie ważnych. Wszystkimi tymi skojarzeniami są ludzie – św. Damian de Veuster, apostoł trędowatych na Molokai, bł. Jan Beyzym, jak o sobie mówił "posługacz trędowatych" na Madagaskarze, dr Wanda Błeńska świecka misjonarka, 43 lata pracująca wśród trędowatych w Ugandzie, s. Ruth Pfau niemiecka lekarka od dziesiątków lat pracująca z trędowatymi w Pakistanie, o. Marian Żelazek i bł. Matka Teresa z Kalkuty pracujący z trędowatymi w Indiach... Trąd to dla mnie leprozorium i jego mieszkańcy w San Pablo de Loreto w Amazonii Peruwiańskiej, miejsce do którego dotarłam na krótko przed przylotem do Polski.

Jedną z  rzeczy, która mi się nasuwa z dzisiejszej Ewangelii to bycie obcokrajowcem, bycie innym w danym społeczeństwie. Pewnie na Molokai trędowaci, do których dołączył mój ukochany św. Damian de Veuster dziwili się tak, jak Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii: Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Pewnie tam nie jeden trędowaty dziwił się: Żaden zdrowy nie znalazł się, który chciałby być z nami, tylko ten cudzoziemiec.

Trąd to nie tylko choroba  ciała, to też choroba duszy. Trąd to grzech i dotyka każdego z nas. Św. Damian nie tylko opatrywał rany trędowatego ciała, ale przede wszystkim rany trędowatej duszy. Takiej też jak moja, bo trąd grzechu dotyka każdego człowieka, także i mnie. Na trąd nas wszystkich jest lekarstwo – spowiedź święta – lekarstwo, które stosował św. Damian i które stosuje każdy kapłan w konfesjonale. To tam dostępuję uzdrowienia i niejednokrotnie, tak jak tych dziewięciu uzdrowionych przez Jezusa, odchodzę bez uwielbienia Boga, który w osobie kapłana mnie oczyścił!

W zamian za podziękowanie Bogu za uzdrowienie z trądu grzechu niejednokrotnie sami zarażamy trądem – naszymi grzechami, zamkniętym sercem czy umysłem. Tak często my „czynimy” trędowatych innymi. Jak? Poprzez złe mówienie, odseparowywanie drugiej osoby od mojego środowiska, wyalienowanie tej osoby, która chociażby kulturowo czy religijnie nie pasuje do mnie.

Po wielu latach o św. Damianie napisano: Zakonnik. Był sługą wszystkich. Wszędzie pochylał się aż do ziemi, obmywał rany, opatrywał, nakładał maści, pocieszał i śmiał się do wszystkich. Dlaczego tak? Bo wiedział, że w tych ludziach jest Chrystus, Któremu służył i Którego kochał.

Chcę tak jak św. Damian i wielu innych przechodzić nad samą sobą i zadziwiać moją wdzięcznością, tak, jak ten Samarytanin, aby ktoś widząc to, mógł niespodziewanie powiedzieć: A była to Pawonkowianka!

Pan Bóg tak kieruje moim życiem, że często jako osoby, którymi się zachwycam, daje mi tych, którzy pracowali wśród trędowatych. Wierzę, że daje mi ich po to, abym umiała zrozumieć ich trud, poświęcenie i miłość jaką obdarowywali tych, którzy zawsze byli odseparowani od społeczności. Przez nich wszystkich bardziej rozumiem, jak mnie – trędowatą ukochał Pan Jezus oddając swoje życie na Krzyżu, właśnie za mój trąd.

Panie Jezu pomóż mi być jak św. Damian de Veuster patron mojej pracy misyjnej, służąc Tobie i innym! Pomóż mi też zawsze umieć dziękować. Dziękuję Ci za wszystko czego w moim życiu dokonałeś!

podpowiada Zosia Sokołowska, świecka misjonarka w Peru

16.11.2012 - wierzysz w życie po porodzie?

Piątek XXXII tygodnia zwykłego

Ewangelia na dzisiaj (Łk 17, 26-37):

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich. Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich; tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi. W owym dniu kto będzie na dachu, a jego rzeczy w mieszkaniu, niech nie schodzi, by je zabrać; a kto na polu, niech również nie wraca do siebie. Przypomnijcie sobie żonę Lota. Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je. Powiadam wam: Tej nocy dwóch będzie na jednym posłaniu: jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie będą mleć razem: jedna będzie wzięta, a druga zostawiona”. Pytali Go: „Gdzie, Panie?” On im odpowiedział: „Gdzie jest padlina, tam się zgromadzą i sępy”.

Minutka ze Słowem:

Wierzysz w życie po porodzie?

Dzisiejsza Ewangelia, to moja najtrudniejsza "Minutka". Ewangelia na dziś ma taki wydźwięk apokaliptyczny. Chociaż na studiach miałam eschatologię, to raczej unikam tych tematów. Dużo ostatnio mówi się o końcu świata i różnych katastrofach z tym związanych, a ta Ewangelia mi to przypomina.

Zastanawiając się nad jej rozważeniem przypomniała mi się pewna historia. Nie wiem kto jest jej autorem, ale myślę, że warto ją przytoczyć. Brzmi ona następująco:

W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał się drugiego:
- Wierzysz w życie po porodzie?
- Jasne. Coś musi tam być. Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to, co będzie potem.
- Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by miało wyglądać?
- No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść buzią....
- No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto widział żeby jeść ustami! Przecież żywi nas pępowina.
- No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę a ona się będzie o nas troszczyć.
- Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według Ciebie w ogóle jest?
- No przecież jest wszędzie wokół nas... Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było.
- Nie wierzę! Żadnej mamy jeszcze nie widziałem czyli jej nie ma...
- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna się później...

Chrześcijaństwo to dla mnie religia nadziei. Tak jak jedno z tych dzieci wierzyło w mamę i życie po porodzie, tak ja wierzę w Boga i w życie po śmierci. Im mocniej wierzę, tym bardziej wiem, że zawsze trzeba mieć nadzieję. Trzeba ufać, że po ciemnej nocy, przyjdzie jasny dzień, a z Nim ten dzień będzie trwał wiecznie! Straszne zapewne będzie to wszystko co będzie na końcu świata! Strach ogarnia myśląc o tym wszystkim! Staram się jednak widzieć w tym wszystkim nadzieję, ufać jeszcze mocniej! Rozważając Ewangelię dokładniej niż zwykle łapię się na tym, że przecież Pan Bóg, nasz dobry Pan Bóg, daje nam wskazówki jak się zachować w danej sytuacji, daje przykłady ludzi, a myślę, że to najmocniej działa – świadectwo życia drugiego człowieka! A co będzie na końcu świata? Na końcu świata będzie tryumf! Tryumf dobroci, tryumf Dobra, Wiecznego Dobra, Boga Samego! Będą pewnie doświadczenia takie jak Lota, Noego, pewnie w różnych miejscach to wszystko nas zastanie i mamy być tego świadomi, ale po tym wszystkim będzie Tryumf naszego Pana! Tryumf Wieczności!

Panie mój pomóż mi cieszyć się zawsze każdym momentem mojego życia – największego daru, jaki od Ciebie otrzymałam. Pomóż mi też przylgnąć do Ciebie jeszcze bardziej, odnowić moją wiarę i być z Tobą bardziej niż dotychczas! Pociągnij mnie na nowo do siebie i nie puszczaj nigdy!

podpowiada Zosia Sokołowska, świecka misjonarka w Peru

13.11.2012 - służba, coś wspaniałego!

Wtorek XXXII tygodnia zwykłego

Ewangelia na dzisiaj (Łk 17,7-10):

Jezus powiedział do swoich apostołów: „Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: «Pójdź i siądź do stołu»? Czy nie powie mu raczej: «Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił»? Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: «Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać»”.

Minutka ze Słowem:

służba – coś wspaniałego!

Pamiętam żniwa z dzieciństwa. Nie mamy pola, ale często chodziliśmy pomagać przy żniwach do cioci, do sąsiadów. Na naszym pięknym Śląsku jest taki zwyczaj, przynajmniej kiedyś był, że ludzie którzy przychodzili pomagać w polu nie wychodzili od gospodarza z pustym żołądkiem. O zmierzchu, już po skończonej pracy wszyscy zasiadali w kuchni do stołu. Tak było u cioci, u sąsiadów, u babci Jagusi, o której kiedyś wspominała moja siostra Małgosia. Jeśli robotnicy nie mieli czasu na posiłek, spieszyli się do domów, gospodyni pakowała trochę jedzenia do zabrania ze sobą. Posiłek był jakby częścią wynagrodzenia i umocnienie zmęczonego ciała, bo godny jest robotnik swojej zapłaty. Wspaniały zwyczaj!

Nie rozumiałam wtedy, a może nawet i nie znałam słów Pana Jezusa: Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać. Dziś, szczególnie w świetle doświadczenia misyjnego, są to dla mnie słowa bardzo znaczące. Bo kim innym jestem, jak nie sługą nieużytecznym?!

Takim gospodarstwem żniwnym jest dla mnie Kościół misyjny, Kościół potrzebujący i wzywający do służby. Jak często można tam po pracy, po zrobieniu czegoś dla drugiego człowieka i dla Boga powiedzieć: słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać. Widząc przy tym wszystkim to, jak wielkim Sługą jest dla nas Pan Jezus, nie pozostaje nic innego jak tylko paść na kolana i w Jego obliczu kolejny raz z serca wykrzyczeć: sługą nieużytecznym jestem; wykonałam to, co powinnam wykonać. Jaka jest zapłata? Posiłek, umocnienie Eucharystyczne, w którym On cały czas jest moim Sługą.

Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii pyta: Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: «Pójdź i siądź do stołu»? Czy nie powie mu raczej: «Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił»? Mam takie odczucie,że często mówię do Pana Jezusa właśnie tak! Do Tego, Który Jest ze mną, obdarowuje mnie tak bardzo każdego dnia, a mi ciągle mało i pomimo tego wszystkiego dalej tylko od Niego czegoś oczekuję nie dając nic w zamian.

To co zachwyca mnie na misjach i to, co najbardziej mnie tam ciągnie, to właśnie to! Służba, bezinteresowna, bez nastawienia na zysk, czasem nawet bez nadziei na to, że to co robię przyniesie jakiś owoc. Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać. Jeśli On służył mi tak bardzo, aż do śmierci na Krzyżu, to dlaczego ja mam nie służyć na misjach!

Panie mój! Pomóż mi, abym umiała służyć tak, jak Ty to robisz każdego dnia!

podpowiada Zosia Sokołowska, świecka misjonarka z Peru