2012/2013

5.11.2012 - kochaj mimo wszystko!

Poniedziałek XXXI tygodnia zwykłego

Ewangelia na dzisiaj (Łk 14,12-14):

Jezus powiedział do przywódcy faryzeuszów, który Go zaprosił : „Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym się tobie odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych”.

Minutka ze Słowem:

kochaj mimo wszystko!

Wolontariat – bezpłatna forma pomocy drugiemu człowiekowi. Jest wielu ludzi chętnie poświęcających swój czas, aby bezpłatnie komuś pomagać w szpitalach, hospicjach, domach dziecka. Nie otrzymują za to żadnych pieniędzy, jednak kiedy zostaną zapytani dlaczego pomagają bardzo często odpowiadają, że otrzymują bardzo wiele. Mówią o wdzięczności, uśmiechu, dobrym słowie osób, którymi się opiekują. Czują się potrzebne, docenione, ważne. Jednak czy to powinna być najważniejszą motywacją ich pomocy? Co, jeśli oczekiwanej wdzięczności nie ma? Jeśli w zamian otrzymujemy obojętność, niezrozumienie, czasem nawet odrzucenie? Czy wyciągnąć rękę do człowieka, który nas zranił, zawiódł?

Na ścianie domu dla dzieci w Kalkucie jest napis:

„Ludzie są nierozsądni, nielogiczni, egocentryczni

KOCHAJ ICH MIMO WSZYSTKO!

Jeśli czynisz dobro ludzie powiedzą, że jesteś samolubny

CZYŃ DOBRO MIMO WSZYSTKO!

Co dobrego zrobisz dzisiaj, jutro pójdzie w niepamięć

BĄDŹ DOBRY MIMO WSZYSTKO!

Uczciwość i szczerość narażą cię na cierpienie

BĄDŹ UCZCIWY I SZCZERY MIMO WSZYSTKO!

To co budowałeś przez lata może być zburzone w jedną noc

BUDUJ MIMO WSZYSTKO!

Ludzie pragną twojej pomocy, ale mogą cię zaatakować gdy im pomożesz

POMAGAJ LUDZIOM MIMO WSZYSTKO

Dawaj światu to co masz najlepszego, spodziewając się w zamian ciosów

DAWAJ ŚWIATU WSZYSTKO CO MASZ NAJLEPSZEGO MIMO WSZYSTKO

Dlaczego mam tak żyć??? Czy nie zasługuję na wdzięczność i akceptację tego co robię? Czy to coś złego? Oczywiście, że nie. Tylko warto pamiętać o jednym: wdzięczność jest darem, a nie obowiązkowym warunkiem , który nam się należy.

Jezus w dzisiejszej ewangelii mówi: ”kiedy urządzasz przyjęcie zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; zapłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych”.

Panie Boże tak łatwo pisać takie mądrości. A Ty wiesz jakie jest moje serce i ile mi jeszcze brakuje. Pomóż mi pomagać mimo wszystko.

podpowiada Marta Okoniewska

 

4.11.2012 - podwójne: miłować!

XXXI Niedziela Zwykła

Ewangelia na dzisiaj (Mk 12,28b-34):

Jeden z uczonych w Piśmie zbliżył się do Jezusa i zapytał Go: „Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?” Jezus odpowiedział: „Pierwsze jest: «Słuchaj, Izraelu, Pan, Bóg nasz, Pan jest jedyny. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą». Drugie jest to: «Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego». Nie ma innego przykazania większego od tych”. Rzekł Mu uczony w Piśmie: „Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary”. Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: „Niedaleko jesteś od królestwa Bożego”. I już nikt więcej nie odważył się Go pytać.

Minutka ze Słowem:

podwójne: miłować!

Będziesz miłował Pana Boga swego… Panie Boże czy ja Ciebie kocham? Kilka razy w tygodniu jestem na Mszy świętej, modlę się, w wolnym czasie chodzę do duszpasterstwa… To chyba tak! Jednak na Mszy często myśli błądzą gdzieś daleko, modlitwa staje się mechaniczna, a w duszpasterstwie jest po prostu fajnie. Kochać Boga całym swoim sercem to ciągle rezygnować z siebie dla Niego. Kochać Boga całą swoją duszą to walczyć z grzechem do upadłego, aby ratować duszę swoją i innych. Kochać Boga całą swoją mocą i całym swym umysłem, to oddać wszystkie swoje zdolności i talenty, aby Jemu służyć. Czy ja tak Ciebie kocham? Chciałabym, aby tak było, ale widzę, że  upadam i czasem nie mam siły się podnieść. A może zbyt surowo siebie oceniam...

A bliźniego swego jak siebie samego… Jak siebie samego... Czy potrafię patrzeć na siebie z miłością? Gdzie jest granica między egocentryzmem a miłością siebie? Przecież nie można kochać bliźniego, jeśli się siebie nie akceptuje. Ale nie można również kochać innych, jeśli to moje „ja” jest ciągle w centrum. A są chwile, kiedy widzę u siebie i jedno i drugie.

Panie, ucz mnie każdego dnia kochać Ciebie. Ucz mnie patrzeć na siebie Twoimi oczami. Pokaż jak mam kochać tych, których stawiasz na mojej drodze.

podpowiada Marta Okoniewska

1.11.2012 - jeśli w góry, to tylko razem!

Uroczystość Wszystkich Świętych

Ewangelia na dzisiaj (Mt 5, 1-12a):

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości. Albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca. Albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowania dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”.

Minutka ze Słowem:

jeśli w góry, to tylko razem!

Alpy! Góry, których pięknem i niesamowitością można się długo zachwycać, a i wtedy jeszcze nie wszystko da się z ich piękna oddać. Będąc w górach można, tak namacalnie odczuć jak niesamowity i potężny jest Pan Bóg. To On stworzył to całe piękno, którego tam dotykamy. Mówiąc: Alpy! Myślę też o duszpasterskim wyjeździe w czasie ostatnich wakacji. Tydzień w górach pozwolił na to, aby jeszcze bardziej poznać siebie, ale i innych ludzi, których można było poznać od nowa. Tydzień w otoczeniu gór ujawnia to, jak te piękne góry potrafią być zmienne i humorzaste. Góry, które tak stale podziwiamy, nie zawsze są taki milusie, jak by się chciało; jak by się czasem zdawało. W całym swym pięknie są niewyobrażalnie wymagające. Od każdego kto się odważy wyruszyć w górską wyprawę, góry wymagają wiele trudu, siły i samozaparcia. Tak jak to jest też w życiu!

Potrzeba nam dużo siły, którą musimy wielokrotnie w sobie odnaleźć kiedy zbliża się słabsza chwila. Potrzebujemy samozaparcia, bo bez niego nie zdołamy przetrwać żadnego kryzysu, który spotykamy na swej drodze. Jest też wiele trudnych chwil, których nie da się ominąć. One po prostu są. Muszą być po to, aby móc w sobie odkrywać to, czego może nigdy wcześniej nie odkryliśmy? W trudnych chwilach, których będzie i jest bez liku w każdej naszej wyprawie, w naszym życiu odkrywamy to, że człowiek jest bardzo malutki przy ogromie tego wszystkiego, co musi pokonać. I góry, i życie to ciągły trud, który podejmujemy wraz z decyzją o wędrówce po górach i o wędrówce przez życie.  Każda droga będzie łatwiejsza i bardziej do zniesienia jeśli podejmiemy ją razem z Panem Bogiem. On  doda siły, samozaparcia i tego wszystkiego, czego nam potrzeba na tę trudną drogę.

Czemu dziś o górach? Z kilku powodów. Jednym z nich był sms. Innym: bł. Piotr Jerzy Frassati! Młody błogosławiony, patron studentów, młodzieży i ludzi gór. Kochał góry i też często tam bywał. Wychował się we włoskich Alpach. Wszystkich zarażał miłością do gór. Mówiono o nim „Człowiek ośmiu błogosławieństw”, bo właśnie nimi się kierował, nimi żył. W każdą wyprawę w góry zabierał ze sobą Pana Boga! Wszystkie łatwiejsze i trudniejsze szlaki zawsze przemierzali razem! Frassati był górnikiem z urodzenia, a przede wszystkim z zamiłowania. Górnik, o którym można powiedzieć: miłosierny, czystego serca, wprowadzający pokój – dlatego Błogosławiony! Nie można powiedzieć, że był ubogi. Był bardzo bogatym człowiekiem, ale dzięki temu mógł swymi dobrami dzielić się z tymi, którzy tego bogactwa potrzebowali.

Żyjąc według ośmiu błogosławieństw mimo wszelkich trudów, niemocy czy chwil kiedy myślimy, że już nie damy rady i według nas może być już tylko gorzej, Pan Bóg zawsze jest z nami! Z Tobą i ze mną też. Góry, na które wchodzimy czasem nas przerastają, ale wtedy Pan Bóg mówi do mnie, do Ciebie: „Nie bój się! Daj mi rękę. Dalej pójdziemy razem!” Pan Bóg mówi: „Tak! Będzie trudno, ale… Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście utrudzeni i obciążeni, a ja was pokrzepię. (patrz: Mt 11, 28). Tak! Będzie trudno, ale… Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”. W końcu… jeśli w góry to tylko Razem!

Panie Jezu! Ty jesteś drogą! Każda droga jest łatwiejsza kiedy idziemy razem. Nie boję się kiedy Ty trzymasz mnie za rękę! O Jezu! Tyle na nas czeka niebezpieczeństw. Proszę, miej w opiece wszystkich nas. Wszystkich, którzy wyszli w góry, ale nadal z nich nie wrócili. Piotrze Frassati i Ty nad nimi czuwaj. Panie, za błogosławionym Frassatim pomórz i mnie „być człowiekiem błogosławieństw”

podpowiada Gosia Sokołowska

3.11.2012 - "Ludzie Boga" to MY!

Sobota XXX tygodnia zwykłego

Ewangelia na dzisiaj (Łk 14, 1.7-11):

Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. Opowiedział wówczas zaproszonym przypowieść, gdy zauważył jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich. „Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: „Ustąp temu miejsca”. I musiałabyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: „Przyjacielu przesiądź się wyżej”. I spotka cię zaszczyt wobec wśród wszystkich współzawodników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”.

Minutka ze słowem:

„Ludzie Boga” to MY!

Moja bardzo dobra koleżanka, odkąd pamiętam, zawsze słyszała ze strony swego ojca różnego rodzaju wyzwiska na swój temat. Co trochę powtarzał Jej, że jest beznadziejną córką, że nigdy jej nie chciał. W ogóle, to po co taki darmozjad się urodziła! W chwilach kiedy ojciec Dominiki był pijany, złość pod jej kierunkiem była jeszcze bardziej wzmożona. Bywało czasem i tak, że miałam „przyjemność” być świadkiem tego co dla Dominiki było bolesną codziennością. Coś strasznego! I dla Niej musiało wtedy to tym bardziej być bolesne. Wiele razy potem kiedy byłyśmy razem, żaliła mi się, że już nie daje rady, że już tego wszystkiego nie wytrzymuje. Cały czas poniżana przez swego ojca, sama nie potrafiła o sobie myśleć inaczej jak tylko źle! Wskutek tego wszystkiego, nie dostrzegała w sobie żadnych zalet. Widziała tylko same wady.

Dominika nadal na pytanie o swoje wady potrafi wiele ich wymienić i to bez zastanowienia. Pytając o zalety, już tak dobrze Jej to nie idzie. Jedni ludzie są właśnie tacy – nie potrafią siebie docenić nawet jak są w czymś dobrzy, a nawet najlepsi! Zwykle są gdzieś, z tyłu. Chcieliby być niewidzialni, niewidoczni tak żeby za bardzo nie zwracać na siebie uwagi. Są też inni ludzie. Ci zaś widzą w sobie wszystko co najlepsze, a nie zawsze tak jest. Rzeczywistość często bywa całkiem inna. Tzw. Człowiek typu „Narcyz”. We wszystkim jest najlepszy, wszystko najlepiej potrafi zrobić. Najlepiej wszystko wie i umie. Jest najpiękniejszy ze wszystkich.  No po prostu jest super czadowy i nie wiadomo jaki jeszcze. Ideał. Podczas rozmowy z takim człowiekiem, nie da się tak normalnie podyskutować, bo tylko i wyłącznie on ma rację. Wszyscy inni się nie znają. Takich ludzi niestety jest cały ogrom.

Jedni, stawiają siebie ponad wszystkich i nie liczą się z pozostałymi ludźmi. Myślą tylko o sobie. Jest im z tym dobrze mimo, że do ideału daleka droga. Drudzy, wielokrotnie są pięknymi ludźmi, od których wielu z nas mogłoby się uczyć życia…pięknego życia. Przez to jednak, że przez całe życie im ubliżano i tym samym wmówiono im, że są darmozjadami, którzy nic nie znaczą, Ci piękni ludzie uciekają, ukrywają się żeby nikt nie widział, że oni też są obok. Boją się tego, że ktoś znów ich zrani albo oni zranią innych, bo przecież: cóż innego może zrobić taki nieudacznik jak ja?

A przecież idzie o to, że każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Jeśli jeszcze nie tu na ziemi to już w Niebie na pewno!

Panie Jezu, dziękuję Tobie i całej „mojej Boskiej ekipie”! To dzięki Wam na hasło „Zróbmy razem coś pięknego” przychodziły natchnienia i myśli, którymi mogłam się podzielić w tym „minutowym” tygodniu z Wszystkimi Twoimi Ludźmi! Cieszę się, że opowiedziałam o kolejnych pięknych ludziach, których już spotkałam na swojej drodze. A droga jeszcze daleka przede mną, przed Nami! „Ludzie Boga” to MY, którzy żyjemy osobno, a jednak zawsze razem! Dziękuje Ci, za każdego człowieka, którego mi dajesz, który jest DAR-em! Emmanuel…Manuel – Bóg z Nami zawsze i wszędzie!

podpowiada Gosia Sokołowska

31.10.2012 - zapalony sportowiec!

Środa XXX tygodnia zwykłego

Ewangelia na dzisiaj (Łk 13, 22-30):

Jezus, nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?” On rzekł do nich: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: «Panie, otwórz nam»; lecz On wam odpowie: «Nie wiem, skąd jesteście». Wtedy zaczniecie mówić: «Przecież jadaliśmy i piliśmy z tobą, i na ulicach naszych nauczałeś». Lecz On rzecze: «Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości». Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi”.

Minutka ze Słowem:

zapalony sportowiec!

Rozwijający się sportowiec. Biegacz, o którym można by powiedzieć, że ma cały czas pod górkę. Czemu tak? Nie przez to, że nie osiąga dobrych wyników, bo te akurat są. Rezultaty jakie osiąga z dnia na dzień są coraz lepsze. Takie na miarę najlepszych w Europie, a nawet na świecie. Nie prześladują Go kontuzje i żadne większe urazy, które mogłyby Mu uniemożliwić kolejne starty, a tym samym kolejne zwycięstwa. Jak widać i to nie jest powodem, który mógłby tłumaczyć, dlaczego cały czas ma pod górkę. Cóż to może być?

Marcin, bo właśnie o Nim mowa, jest utytułowanym i bardzo utalentowanym biegaczem, który jest sam dla siebie trenerem. Sam trenuje, sam sobie ustala rytm dnia czy treningów. Zawodnik i trener w jednej osobie. A co trenuje? Biegi górskie. Dyscyplina ta polega na tym, że zawody rozgrywane są w górach. Raz się biegnie pod górę np. na sam szczyt, a innym razem: raz z górki, a raz pod górę. Pamiętam jak po każdych zawodach był poobijany, jak po jakiejś walce, która miała miejsce już na samym starcie. Każdy walczył, żeby mieć jak najlepsze miejsce jeszcze przed walką, która nich czekała już podczas samej trasy. Oprócz tego dochodził jeszcze ból wynikający z otarć na stopach, czasem aż do samej krwi. Zawsze kiedy Marcin wracał po jakichś ważniejszych zawodach na zajęcia, to z daleko można było u niego zauważyć, dość specyficzny sposób chodzenia. Każdy krok był kontrolowany, tak aby ból na stopach nie był jeszcze bardziej uciążliwy niż dotychczas.

Mottem życiowym Marcina są słowa: «Kto nie dąży do rzeczy niemożliwych, nigdy ich nie osiągnie». Wielu sportowców pewnie poparłoby te słowa, ale... To zrozumiałe, że każdy sport to rywalizacja i walka o zwycięstwo. O to by być pierwszym, najlepszym. Hm...ale czy zawsze trzeba być pierwszym, aby móc mówić o zwycięstwie? Najważniejsze jest to, aby biec swoim rytmem. Nie tak jak dyktują inni, którzy są już daleko przed nami. Każdy ma swoje tempo i każdy ma swoje własne zwycięstwa, nawet jeśli czasem w oczach świata jest tym ostatnim. Tym przegranym. Jednak wszyscy biegniemy ku jednej mecie. Wszyscy jesteśmy wygranymi, bo naszym zwycięstwem jest Niebo, które na każdego z nas czeka! A tam dopiero się dowiemy: Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi. Zanim tam dobiegniemy mamy żyć tak, aby być zwycięscami sami dla siebie i dla Boga, a nie dla świata.

Panie Jezu! Wszyscy jesteśmy sportowcami! Spraw, aby każdy z nas był zapalonym sportowcem, który walczy, ale zawsze fair play! Tak jak na prawdziwego sportowca przystało. Tak jak przystało na zawodnika drużyny, której Ty jesteś najlepszym, bo jedynym trenerem, od którego chcemy się uczyć!

podpowiada Gosia Sokołowska

2.11.2012 - "bądź wola Twoja"

Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych

Ewangelia na dzisiaj (J 14,1-6):

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przybędę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę”. Odezwał się do Niego Tomasz: „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?” Odpowiedział mu Jezus: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie”.

Minutka ze Słowem:

„bądź wola Twoja”

Kochamy Pana Boga! Uwielbiamy Go, dziękujemy Mu za wszystkie dobro jakie od Niego otrzymujemy. Prosimy, jeśli potrzebujemy Jego pomocy i cieszymy się, kiedy jest tak jak prosiliśmy. Uwielbiamy Go modlitwą, pieśnią, swym życiem. Chcemy całemu światu pokazać jak nasz Pan jest dobry! Jak bardzo Go kochamy za to, że jest i zawsze kocha. Mówimy o Nim – „Mój Przyjaciel! Jest moim najlepszym Przyjacielem, bo mogę o wszystkim z Nim pogadać. Nigdy mnie nie zawiódł!” Dużo by jeszcze można gadać jak bardzo jest dla nas ważny. Jest pięknie i miło, ale... wszystko do czasu, kiedy Pan Bóg coś postanowi bez naszej zgody. Wielu z nas reaguje na to złością. Każdy z nas się złości, ale u niektórych ta złość mija. Z czasem godzą się z tym, co Pan Bóg postanowił. Jednak niektórzy z nas obrażają się tak bardzo na Boga, że już nigdy więcej nie chcą z Nim „gadać”. Przestają w Niego wierzyć! Już Mu nie wierzą. Odchodzą gdzieś daleko - nie chcą Go znać. Są ludzie, którzy po trudnych, bolesnych wydarzeniach w ich życiu, odwracają się od Boga. Nagle Ten kochany i uwielbiany Przyjaciel, w ich oczach okazuje się kimś, kto wcale nie jest dobry! Jest beznadziejnym Bogiem, który tylko potrafi ranić...

Dziś jest dzień zadumy i refleksji o tych, którzy nas wyprzedzili w drodze do Pana! Dzisiaj szczególnie, wspominamy tych, którzy jeszcze całkiem niedawno byli z nami i cieszyli się życiem, tu na ziemi. Wczoraj podobnie jak i dziś odwiedzamy groby naszych bliskich zmarłych, których fizycznie już nie ma. Jednak Oni cały czas są z nami duchem. Często można odczuć ich obecność, wsparcie czy opiekę w naszym codziennym życiu. Nawet nie przypuszczamy ile razy Ci nasi kochani zmarli już nam pomogli. Ile razy nas ocalili w chwilach kiedy czyhało na nas jakieś niebezpieczeństwo. Czasem w jakiś dziwny sposób coś, co już dawno spisaliśmy na straty, nagle się odmieniło! Tak! To Pan Bóg czuwa nad nami, ale czuwają i nasi zmarli. Wielokrotnie Ci, których dziś z zadumą wspominamy, wstawiają się za nami u Boga. Dzięki temu, coś co zdawało się być niemożliwym, okazywało się być całkiem możliwym. Czasem w prostych rzeczach zwykłego dnia możemy odczuć, że Ktoś jest z nami i pomaga mimo, że go nie widać. To w sercu czujemy Jego, Jej obecność!

Obrażamy się i złościmy na Pana Boga kiedy nam odbiera kogoś bliskiego. To normalne, że w takich chwilach jest rozpacz i ból. Nie potrafimy się pogodzić z tym, że naszego taty, mamy czy córki... już nigdy nie będziemy mogli przytulić, ucałować na dobranoc czy po prostu się pokłócić. Kiedy umiera ktoś bliski pytamy: Dlaczego? I to, że jest to pytanie, nikogo nie dziwi. Dochodzi jeszcze często inne słowo: Tak Cię prosiłam...a Ty mnie nie wysłuchałeś!

Prosząc Boga o pomoc, odmawiając modlitwę wypowiadamy: bądź wola Twoja, jako w Niebie tak i na ziemi! Te słowa świadczą o tym, że cokolwiek Bóg zdecyduje, z każdą Jego decyzją się zgadzamy, a jednak...

 Na nagrobku mojego Taty są słowa: „Kiedy przestało bić serce Twe złote, pozostawiłeś nam żal, ból i tęsknotę!” Już wiele lat minęło jak Tata zmarł. Różnie bywało, ale żal, ból i tęsknota już zawsze będą. Myślę, że nie jest sztuką mówić bądź wola Twoja... i odchodzić od Boga kiedy jest inaczej niż według nas miało być. Sztuką jest prosić i liczyć się z tym, że wola Boga może być inna niż ta, której my od Niego wymagamy. Sztuką jest ufać Panu Bogu i pogodzić, zgadzać się z tym, co On dla nas przygotował.

Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przybędę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Słowa, które niosą ze sobą nadzieję i ukojenie, kiedy już nie wiemy jak podejść do śmierci kogoś, kto jeszcze przed chwilą żył, był obok. Oni są nadal z nami, tylko w inny sposób. Znów się zobaczymy, tylko muszą się umeblować w swoim nowym, pięknym mieszkaniu, a wtedy...

Panie Jezu! Co jakiś czas odchodzi od nas ktoś z naszych bliskich. Daj nam siłę zrozumienia, że taka jest wola Nieba i tak właśnie ma być. Wszystkim naszym zmarłym daj piękne i spokojne mieszkanie w Niebie, gdzie kiedyś i my pójdziemy, by się cieszyć tym, że już na zawsze będziemy Razem!

podpowiada Gosia Sokołowska

30.10.2012 - mały, wielki człowiek!

Wtorek XXX tygodnia zwykłego

Ewangelia na dzisiaj (Łk 13, 18-21):

Jezus mówił: „Do czego podobne jest królestwo Boże i z czym mam je porównać? Podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posadził w swoim ogrodzie. Wyrosło i stało się wielkim drzewem, tak że ptaki powietrzne gnieździły się na jego gałęziach”. I mówił dalej: „ Z czym mam porównać królestwo Boże? Podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż wszystko się zakwasiło”.

Minutka ze Słowem:

mały, wielki człowiek!

Dawno temu była sobie staruszka, którą wszyscy w okolicy znali jako Babcia Jaguśka. Poczciwa i dobra starsza Pani. Każdy kto wchodził do Jej domu wiedział, że przekraczając próg skromnego domku, będzie serdecznie ugoszczony przez Jego gospodynię. Babcia Jaguśka zgodnie ze słowami „Gość w dom, Bóg w dom”, każdego swego gościa traktowała właśnie tak, jakby to sam Pan Bóg przyszedł w odwiedziny. Co miała to dała. Przede wszystkim swoje piękne, dobre serce, którego ciepło z daleka się odczuwało. Była niskiego wzrostu, chodziła o lasce, która pomagała Jej w utrzymaniu równowagi, spracowane ręce. Wiele można by opowiadać ile w swym życiu przetrwała trudnych chwil. Wszystko to przeżyła, bo miała w sobie siłę, której wielu z nas by nie miało! Mimo różnego rodzaju trudności zawsze na Jej twarzy promieniał uśmiech. Uśmiech nie taki zwykły, sztuczny. Uśmiech Babci Jaguśki był niesamowity, bo pełen miłości do drugiego człowieka. Kochała ludzi! Każdemu, kto coś Jej uczynił była niezmiernie wdzięczna, bo wiedziała, że nie zawsze mogła wszystko sama zrobić.

W czasie wczorajszego wykładu o temacie „Geniusz kobiety” prowadzący przedstawili kilka zdjęć kobiet, które wszyscy znają, o których można powiedzieć, że są Wielkimi tego świata. Spośród wszystkich tych zdjęć moją uwagę, najbardziej  przyciągnęło to, które przedstawiało małą, a według mnie największą, z tych wszystkich Wielkich kobiet: Matka Teresa z Kalkuty! Niesamowita kobieta. Kobieta, która dla innych poświęciła całe swoje życie. Bardzo skromna, mogłoby się zdawać, niczym nie wyróżniająca się z tłumu staruszka. Taka jakich jest wiele, a jednak swoim życiem dla drugiego człowieka, pokazała nam wszystkim jak można pięknie żyć, nie myśląc tylko o sobie. Pokazała, że mimo ciemności tego świata, której jest wokół tak wiele, można się cieszyć z każdego dnia, w którym jest możliwość, aby zrobić coś dobrego dla innych.

Dwie dobre staruszki. Zwykła, a jakże niezwykłe kobiety! Kochane babcie, które sprawiały, a właściwie sprawiają nadal, że innych ogarnia ciepło na sercu na samą myśl o ich dobroci i miłości jaką okazywały ludziom. Mały, wielki człowiek! Z pełnym przekonaniem o obydwóch można tak powiedzieć. Małe przez swoją skromność, pokorę, przez wzrost. Wielkie właśnie dzięki swej pokorze i miłości do tych, których spotykały na swej drodze.

Do czego podobne jest królestwo Boże i z czym mam je porównać? Podobne jest do ziarnka gorczycy… małe, ogromne cudo. Do czego jest podobne królestwo Boże? Do ciepła i miłości, które otrzymujemy w małych, wielkich ludziach. Królestwo Boże to możność przebywania z ludźmi, którzy kochają i nie chcą nic w zamian. Po prostu bądź i kochaj! To jest królestwo Boże już tu na ziemi.

Panie Jezu! Jak to dobrze, że jesteś! Jestem, bo jesteś! Dziękuję Ci za Twoje królestwo, które mogę odkrywać każdego dnia dzięki ludziom, w których Ty jesteś!

podpowiada Gosia Sokołowska