2012/2013

29.10.2012 - cud uzdrowienia!

Poniedziałek XXX tygodnia zwykłego

Ewangelia na dzisiaj (Łk 13, 10-17):

Jezus nauczał w szabat w jednej z synagog. A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować. Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: „Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy”. Włożył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga. Lecz przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus w szabat uzdrowił, rzekł do ludu: „Jest sześć dni, w które należy pracować. W te więc przychodźcie leczcie się, a nie w dzień szabatu”. Pan mu odpowiedział: „Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymała na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?” Na te słowa wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników, a lud cały cieszył się ze wszystkich wspaniałych czynów, dokonywanych przez Niego.

Minutka ze Słowem:

cud uzdrowienia!

Każdy jest czasem chory. Raz to tylko przeziębienie, innym razem coś więcej. Wokół nas jest wielu chorych i cierpiących w różny sposób. Można by powiedzieć: ile osób, tyle cierpień. A i to nie oddaje w pełni ogromu cierpienia z jakim niektórzy się zmagają. Cierpienie, choroba. Myślę, że można między tymi określeniami postawić znak równości. Każda choroba jest cierpieniem, a każde cierpienie jest chorobą. Duszy lub ciała. Czym jest cierpienie? Hm, trudne pytanie. Dla każdego jest czymś trudnym. Każdy jednak może ułożyć swoją definicję cierpienia. Tym co łączy wszystkie przypadki jest ból. Ból fizyczny lub psychiczny. Czasem udaje się nam z nim walczyć i wtedy jest dobrze, ale przychodzą też chwile kryzysu, wtedy ból jest nie do wytrzymania.

Każda rodzina ma doświadczenie cierpienia. Moja też. Mogłabym trochę na ten temat pisać. Tym razem jednak chcę opowiedzieć o innej rodzinie, której osobiście nie znam, ale wiem, ze właśnie teraz potrzebują wsparcia. Potrzebują wiary, której chyba mają coraz mniej. A co z nadzieją? Powiedziane jest, że zawieść nie może, ale i jej już jest bardzo mało. Rodzina, o której mówię, niedawno, z dnia na dzień usłyszała od lekarzy, że jest źle, bardzo źle. Słowa lekarza: „Teraz możemy się tylko modlić o cud”, zachwiały wszystkimi. Idzie o modlitwę o cud dla dziewczyny, która z tymi słowami usłyszała wyrok śmierci. Piękna, młoda dziewczyna chce żyć, a w sumie zaczyna żyć, a nagle jest zmuszana do pożegnania się z tym życiem. Potrzebna jest modlitwa o cud, o cud uzdrowienia.

Moc modlitwy jest ogromna. Jest tym mocniejsza im więcej ludzi ją odmawia. Modlitwa to rozmowa z naszym Tatą…z naszym kochanym Tatusiem, którego jak się bardzo o coś prosi, jak o czymś dużo się Mu opowiada, to wie, że dla Jego dziecka jest to coś bardzo ważnego. Dobrze tak czasem na swój sposób „poobgadywać” ze swoim Tatą innych. On zawsze może coś zrobić. Jak to Tata! Jest Kimś niesamowitym, Kimś kto się troszczy o swoje dzieci, zwłaszcza jak dzieje się coś trudnego. Może od dziś gadając z Tatą opowiesz Mu nie tylko o tym, co u Ciebie? Może wspomnisz Mu o dziewczynie, która z chęcią by Mu powiedziała co tam u Niej, ale już nie ma siły, aby mówić? Dziś w Jej imieniu powiedz Tacie, że bardzo Go prosisz o cud uzdrowienia dla Niej. Aby mogła usłyszeć od Jezusa, tak jak kobieta w Ewangelii: niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy. Aby każdy z nas mógł usłyszeć, że jest wolny od tego, co trudne.

Panie Jezu! Ty wiesz, że Cię kocham! Jesteś moim niesamowitym Tatusiem! A Ty kochasz wszystkie swoje dzieci. Dziękuję Ci za to, że mogę zawsze na Ciebie liczyć. Dziękuję za uzdrowienia, których we mnie dokonujesz. Proszę uzdrów tych, którzy liczą na Twój cud.

podpowiada Gosia Sokołowska

28.10.2012 - Bartymeusz na Górce

XXX Niedziela Zwykła (B)

Ewangelia na dzisiaj (Mk 10, 46-52):

Gdy Jezus razem z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną”. Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Synu Dawida, ulituj się nade mną”. Jezus przystanął i rzekł: „Zawołajcie go”. I przywołali niewidomego, mówiąc mu: „Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię”. On zrzucił z siebie płaszcz, zerwała się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: „Co chcesz, abym ci uczynił?” Powiedział Mu niewidomy: „Rabbuni, żebym przejrzał”. Jezus mu rzekł: „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła >>. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą”.

Minutka ze Słowem:

Bartymeusz na Górce…

Jest pewna Pani, którą od czasu do czasu spotykam. W ostatnim czasie, często Ją widuję, idąc do kościoła „Na Górce” na Mszę Św. w samo południe. Pani z Górki, bo tak czasem Ją nazywam, stoi i prosi o parę groszy od ludzi tam przechodzących. Jest też chłopak, którego czasem też można tam spotkać. W takim samym celu jak wcześniej wspominana Pani. Oboje stoją i proszą o pieniądze z nadzieją, że znajdzie się ktoś, kto choć na chwilę przystanie i chociaż trochę nimi się zainteresuje. A nie tak jak większość ludzi, przejdzie z ignorancją obok, udając, że nikogo nie widzi. Stoją, bo potrzebują pieniędzy – tak jak każdy. Stoją tam i tym samym często narażają się na to, że przez niektórych są traktowani z pogardą. Często słyszą słowa ludzi, którzy powtarzają sobie pod nosem: „I znów ten żebrak! Znów będzie czegoś ode mnie chciał!”

Dlaczego tak reagujemy? Przecież każdy z nas może znaleźć się na ich miejscu. Każdy z nas wielokrotnie już był, a może i nawet właśnie teraz jest w takiej sytuacji. Bo jak inaczej nazwać chwile, kiedy nie wiemy co robić, kiedy czujemy się bezradni? Zazwyczaj, zawsze wtedy zwracamy się z prośbą o pomoc do Pana Boga. Czy i my wtedy nie jesteśmy takim żebrakiem? Człowiekiem, który potrzebuje pomocy, który z nadzieją liczy na chociaż krótką chwilę zainteresowania. Każdy z nas w pewnym sensie jest owym chłopakiem lub Panią „z Górki”. Każdy z nas jest takim Bartymeuszem, który liczy na to, że Pan Jezus się nami zainteresuje i gdy będzie przechodził obok, powie do nas z dobrocią w oczach: Co chcesz, abym ci uczynił? A wtedy ja, mówię Mu z ufnością czego pragnę, bo przecież: Proście, a będzie wam dane…

On! Jezus Chrystus! Zawsze się nami interesuje i nigdy nam nie odmawia pomocy, jeśli tylko widzi, że z wiarą i pokorą do Niego przychodzimy. Jezus przechodząc obok Bartymeusza nie minął go, ale mu pomógł. Nie myślał o nim źle przez to, że prosił o pomoc.  Jezus zatrzymał się okazując serce widząc wiarę na twarzy proszącego. Czy i my nie możemy czasem, choć na chwilę się stać takim Panem Jezusem, który pomaga, a nie gardzi? Każdy z nas Nim jest, jeśli tylko potrafi widzieć innych! Każdy kto ma szacunek do człowieka w potrzebie jest niesamowitym wcieleniem Jezusa Chrystusa!

A może innym razem Ty będziesz Bartymeuszem, który prosi, a jednak…nie otrzymuje?...

Panie Jezu! Dziękuję Ci za ludzi, którzy uczą mnie pokory. Dziękuję, że uczysz mnie szacunku do ludzi, którzy odważą się, prosić o pomoc. Proszę Cię! Miej w opiece wszystkich zagubionych i potrzebujących pomocy, wsparcia. Daj im siebie w innych, aby mogli czuć, ze jest Ktoś, kto o nich pamięta, czuwa. Po prostu jest w każdym czasie!

podpowiada Gosia Sokołowska

25.10.2012 - krzyż - ogniem miłości

Czwartek XXIX tygodnia zwykłego

Ewangelia na dziś (Łk 12,49-53):

Jezus powiedział do swoich uczniów: Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.

Minutka ze słowem:

Krzyż - ogniem miłości

Jezus przychodzi dzisiaj, by rzucić ogień na ziemię. To właśnie w Nim pali się ogień, który chce dać innym. Najpiękniejszym ogniem miłości jaki Jezus nam dał jest krzyż. Jeśli kiedykolwiek zwątpisz, to popatrz na krzyż! Zobacz, że jest Ktoś, kto dał się z miłości do Ciebie ukrzyżować. Rozpal dziś i Ty w swoim sercu czysty ogień, nie gaś go. Pozwól mu płonąć, bo ogień, który Jezus rzuca na ziemię rozpala, naprawia i oczyszcza. W sercu, w którym jest czysty ogień są wielkie pragnienia. Trzeba nam jednak pamiętać, że święte i dobre pragnienia trzeba odróżniać od zachcianek.

Jezus chce rozpalić dzisiaj Twoje serce, pozwól Mu na to!

Panie Jezu Ty jesteś moją miłością! Uwielbiam Cię! Dziękuję Ci za ogień, który każdego dnia rozpalasz w moim sercu!

podpowiada Mirella Dopart

27.10.2012 - musisz rzykać!

Sobota XXIX tygodnia zwykłego

Ewangelia na dziś (Łk 13,1-9):

W tym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie. I opowiedział im następującą przypowieść: Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia? Lecz on mu odpowiedział: Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć.

Minutka ze słowem:

musisz rzykać!

Dzisiaj słyszymy w Ewangelii i to aż dwa razy: jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Co to znaczy? To przestroga jaką daje nam Jezus. Powtarza nam ją, a tylko ktoś, kto naprawdę kocha przypomina nam o rzeczach ważnych kilkakrotnie. Rodzice, przyjaciele często powtarzają nam rzeczy ważne dla nas. Dziś Jezus chce byś usłyszał, że musisz się nawrócić! Moja babcia pewnie powiedziałaby: „zachciało Ci się Kalwaryji, to teraz musisz rzykać…”

W tym też coś jest… Samo nic nie przyjdzie. Jeżeli chcemy coś od Jezusa, to i ofiarujmy Mu coś. Zostaliśmy dzisiaj wezwani w sposób szczególny do nawrócenia. Zmieńmy to co złe w swoim życiu! Unikaj złego, czyń dobrze!

Panie Jezu, Twoje słowa są szczere, prawe i pełne miłości. Uwielbiam Cię Jezu!

podpowiada Mirella Dopart

24.10.2012 - najlepszy Trener!

Środa XXIX tygodnia zwykłego

Ewangelia na dziś (Łk 12,39-48):

To rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. Wtedy Piotr zapytał: Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich? Pan odpowiedział: Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby na czas wydzielił jej żywność? Szczęśliwy ten sługa, którego pan powróciwszy zastanie przy tej czynności. Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. Lecz jeśli sługa ów powie sobie w duszy: Mój pan ociąga się z powrotem, i zacznie bić sługi i służące, a przy tym jeść, pić i upijać się, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; każe go ćwiartować i z niewiernymi wyznaczy mu miejsce. Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą.

Minutka ze słowem:

najlepszy Trener!

Jezus przychodzi dzisiaj do mnie, do Ciebie jako trener. On przychodzi i mówi do nas tu gdzie żyjemy. Mówi wyraźnie: bądźcie gotowi! Przypomina o najlepszym dowodzie przyjaźni, czyli obecności. Dobry trener musi wymagać, czasem nawet żądać od swoich uczniów. Jezus przychodzi dziś pełen pokoju i przypomina o gotowości. Gotowości do spotkania z Synem Człowieczym! On przyjdzie – bądź gotowy!

Panie Jezu, mój dobry trenerze, dziękuję Ci za to, że uczysz mnie jak żyć, jak być gotowym! Uwielbiam Cię w każdej chwili mojego życia! Daj mi proszę cierpliwość do bycia gotowym na Twoje przyjście.

podpowiada Mirella Dopart

26.10.2012 - otwórz oczy, a zobaczysz!

Piątek XXIX tygodnia zwykłego

Ewangelia na dziś (Łk 12,54-59):

Jezus mówił do tłumów: Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: Deszcze idzie. I tak bywa. A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie: Będzie upał. I bywa. Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne? Gdy idziesz do urzędu ze swym przeciwnikiem, staraj się w drodze dojść z nim do zgody, by cię nie pociągnął do sędziego; a sędzia przekazałby cię dozorcy, dozorca zaś wtrąciłby cię do więzienia. Powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, póki nie oddasz ostatniego pieniążka.

Minutka ze słowem:

Otwórz oczy, a zobaczysz…

Często zdarza się tak, że patrzymy na coś, a tak naprawdę tego nie widzimy. Tak rzadko chcemy spojrzeć w głębię. W całym naszym życiu, w tej minucie również, towarzyszy nam wiele znaków czasu. Warto je dostrzegać! Siostra Dolores powiedziała kiedyś: żeby powiedzieć Jezusowi kocham, nie trzeba mieć wcale książeczki Droga do Nieba. Te słowa niby proste, ale otwierają serce, żeby zobaczyć głębię. Czasem tak niewiele trzeba, wystarczy otworzyć oczy serca. Bóg tyle razy chce nas „porwać” i pokazać piękno tego świata, swoje piękno. Daj się Mu „porwać” choć raz! Nie pożałujesz! Zachwyć się tym co widzisz! Z wielkości stworzeń poznajemy wielkość Stwórcy!

Panie Jezu, pozwól mi umiejętnie rozpoznawać piękno obecnego czasu. Dziękuję Ci za to, że otwierasz mi oczy serca i pozwalasz widzieć głębiej! Chwała Tobie Panie!

podpowiada Mirella Dopart

23.10.2012 - czujność oczekiwania

Wtorek XXIX tygodnia zwykłego

Ewangelia na dziś (Łk 12,35-38):

Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie! A wy [bądźcie] podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie.

Minutka ze słowem:

czujność oczekiwania

Nie lubimy czekać. Najlepiej gdybyśmy mieli wszystko zaplanowane i gdyby Jezus zapowiedział każdą swoją wizytę. Do Ciebie przyjdę w piątek, a do Ciebie w niedzielę… Mam w pamięci Innsbruck i czekanie w niekończącej się kolejce do lekarza. Jedna godzina, dwie, trzy… Ile można czekać? Nie każdy był tej nocy czujny. Jedni rezygnowali z czekania, inni dopiero co przyszli, jeszcze inni towarzyszyli swoim bliskim, byli też tacy, którzy szaleli. Mnie i moim wiernym Przyjaciołom nie brakowało cierpliwości, chociaż zmęczenie dawało czasem w kość… Bardzo wtedy ujęła mnie postawa trzech osób, które tam ze mną były. Cały czas ks. Gienek, ks. Gabriel i Justyna czuwali. Nie musieli, bo to ja obserwowałam świat z nogami do góry, ale chcieli. Kiedy wróciliśmy do domu o 3 nad ranem czuwali inni. Zobaczyłam w tym dniu jak wiele osób czuwa: lekarze nad swoimi pacjentami, rodzice nad dziećmi, przyjaciele nad przyjaciółmi, pan na portierni i wielu innych… Wierzę, że czuwając wtedy ze mną, będą gotowi na przyjście Pana. Jezus każdego dnia przypomina: Szczęśliwi owi słudzy, których Pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie.

Panie Jezu pomóż mi być gotowym na Twoje przyjście! Ty przychodzisz w różnych chwilach życia, szukasz we mnie przyjaciela; czekasz kiedy usiądę z Tobą i powiem „no to mów”. Uwielbiam Cię Jezu!

podpowiada Mirella Dopart