2012/2013

30.09.2012 - odwaga

XXVI Niedziela Zwykła

Ewangelia na dzisiaj (Mk 9, 38-43. 45. 47–48):

Jan powiedział do Jezusa: „Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z: nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami”. Lecz Jezus odrzekł: „Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie”.

Minutka ze Słowem:

Odwaga

Niedawno w radio usłyszałam piękne świadectwo człowieka, który ze względu na to, że poznał Pana Jezusa, postanowił przyznać się rodzinie do swojego problemu z alkoholem i narkotykami. Odważył się pokazać swoją słabość żonie i dzieciom bo uwierzył, że Bóg go przez to przeprowadzi. Poprosił też o pomoc swoich najbliższych, ufając że go nie opuszczą.

Pan Jezus mówi: Jeśli twoja ręka, noga, oko prowadzi cię do upadku odetnij ją. Człowiek postawiony przed wyrokiem amputacji przeżywa dramat - nie chce takiej straty. My też nie chcemy strat. Nie chcemy utracić naszej twarzy - bo decydując się na zerwanie z grzechem, musimy uznać swoją niemoc i zgodzić się na to, że inni też ją zobaczą. Czy jesteśmy na tyle odważni, by stojąc w prawdzie przed Jezusem pozwolić Mu na pokazanie prawdy o nas samych?

Bojaźń Pańska jest szczera i trwa na wieki,sądy pana prawdziwe, a wszystkie razem słuszne.(…)

Kto jednak widzi swoje błędy? Oczyść mnie z błędów, które są dla mnie skryte.

Także od pychy broń swojego sługę, by nie panowała nade mną.

Wtedy będę bez skazy i wolny od wielkiego występku(Ps 19).

podpowiada Ola Maszestow

29.09.2012 - zobaczysz Aniołów...

Sobota, świętych Archaniołów Michała, Rafała i Gabriela

Ewangelia na dzisiaj (J 1,47-51):

Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do Niego, i powiedział o nim: „Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu”. Powiedział do Niego Natanael: „Skąd mnie znasz?” Odrzekł mu Jezus: „Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym”. Odpowiedział Mu Natanael: „Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś królem Izraela!” Odparł mu Jezus: „Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: «Widziałem cię pod drzewem figowym»? Zobaczysz jeszcze więcej niż to”. Potem powiedział do niego: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego”.

Minutka ze Słowem:

zobaczysz Aniołów…

To tak chyba jest, że jeśli wierzy się w Jezusa, to cały obraz świata się zmienia. Można nawet zobaczyć Aniołów już tutaj na ziemi. Kiedy naprawdę się wierzy, że Jezus żyje, to wtedy wszystko jakby wydaje się łatwiejsze, możliwe, takie proste. Taka dobra wiadomość dziś dla mnie. Trzeba się tym ucieszyć, bo Aniołowie są wśród nas, bo Jezus jest…

Tak myślę, że tylu dobrych ludzi spotykam, tak niespodziewanie, tak nagle, powiedzą coś dobrego, uśmiechną się, pomogą jak trzeba… tacy niebiescy przyjaciele. Aniołowie! I ci, którzy żyją wśród nas i ci, którzy już odeszli. Podszepną coś miłego, jakąś myśl z nadzieją podrzucą, a w biegu szybkiego życia, tak po cichu przypomną, że chodzą z nami. I martwić się wtedy nie trzeba, bo to one, kochani niebiescy Przyjaciele, coś fajnego na poczekaniu wymyślą, by rozwiązać nasz ból.

Aniołowie! Jezus obiecał, że ich zobaczymy, jeśli naprawdę uwierzymy, że ON ŻYJE pośród nas, nigdy nie sam, ale z Aniołami. Wie, że ich bardzo potrzebujemy by życia nie przegrać, tak jak ON ich potrzebował…

Panie Jezu, wiem, że żyjesz we mnie, obok mnie, wokół mnie… wraz ze swymi Aniołami. Dziękuję Ci za mego PRZYJACIELA z Nieba. Taki podarunek na codzienność, czasem trochę ciemną… Jezu, posyłaj mi Aniołów … takich dobrych ludzi, bym ich mogła dotknąć i podziękować!

podpowiada s. Dolores SSpS (Dorota Zok)

25.09.2012 - życie bez oczekiwań

Wtorek XXV tygodnia zwykłego

Ewangelia na dzisiaj (Łk 8,19-21):

Przyszli do Jezusa Jego matka i bracia, lecz nie mogli się dostać do Niego z powodu tłumu. Oznajmiono Mu: „Twoja matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą”. Lecz On im odpowiedział: „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je”.

Minutka ze Słowem:

życie bez oczekiwań

Tak jakoś szkoda mi sie zrobiło Matki Jezusa w pierwszym momencie... W końcu czekała na NIEGO i z nadzieją, że może znowu być blisko swego jedynego SYNA, który był jakby sensem jej codzienności. Spodziewała się radości ze spotkania, a może i pewnej synowskiej czułości. Cieszyła sie na pewno...

To wszystko jest ważne; nasza nadzieja i oczekiwania w stosunku do Boga i człowieka, jednak to co najważniejsze, to jest to, co ON CHCE DLA MNIE... JEGO WOLA! Czy się z tym zgadzam czy nie; czy mi to odpowiada czy nie; czy cierpię z tego powodu czy nie... to tak, JEGO WOLA... w SŁOWIE zawarta...

Maryja też chyba w sercu cierpiała czasem. Może miała inne oczekiwania...ale to było u NIEJ takie drugorzędne...bo wiedziała, że to, co najważniejsze to ON... I JEGO WOLA... I zgodzić się na ten Boga plan, to chyba jedyna recepta na udane życie; wierząc, że scenariusz naszego życia pisze Bóg, który nas kocha całym SERCEM..., który wie, co dla nas jest najlepsze... i wie, co jest szczęściem dla nas. Może lepiej byłoby bez oczekiwań w życiu? Tak po prostu, tak na ślepo, ufając zawsze JEGO SLOWU i wypełniając je.

Maryjo - MATKO SLOWA, matko życia bez oczekiwań, tak z pustą kartką... życia, pozwalająca na to, by Bóg pisał... Pomóż mi, proś o DUCHA, bym i ja pozwoliła pisać Bogu na mojej kartce życia... takiej niezapisanej jeszcze...

podpowiada s. Dolores SSpS (Dorota Zok)

28.09.2012 - kim jesteś dla mnie Jezu?

Piątek XXV tygodnia zwykłego

Ewangelia na dzisiaj (Łk 9,18-22):

Gdy raz Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: „Za kogo uważają Mnie tłumy?” Oni odpowiedzieli: „Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał”. Zapytał ich: „A wy za kogo Mnie uważacie?” Piotr odpowiedział: „Za Mesjasza Bożego”. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”.

Minutka ze Słowem:

Kim jesteś Jezu dla mnie?

Jezus modlił na osobności z uczniami, którzy byli Mu w tym czasie na pewno najbliżsi. Potem zapytał: za kogo Mnie uważacie? Wiedział, że będzie cierpieć, że w pewnym sensie zostanie sam z krzyżem na ramionach, że ludzie Go wyśmieją… Wiedział! Dlatego chyba chciał mieć trochę pewności, czy aby uczniowie zostaną, czy znaczy coś dla nich. Dlatego chyba to pytanie: za kogo Mnie uważacie? Takie ludzkie i boskie jednocześnie.

I dziś o to samo pyta mnie. W gwarze ulic, w smutku samotnego życia, w głośnej muzyce, w szybkim Internecie, telefonach, telewizji cyfrowej, w czasie nocnych imprez i ciężkich poranków, w podzielonej rodzinie. W codzienności! Nagle przychodzi to pytanie: Kim tak naprawdę jesteś dla mnie Jezu? Za KOGO CIĘ uważam? Czy to tylko niedzielne spotkania, modlitwy krótkie, wieczorne, takie szybkie… bo zmęczenie zamyka oczy… Czy mam jeszcze miejsce i czas, by się zastanowić czasem… Kim Jezus dla mnie jest… by uwierzyć, ze ON mnie kocha… w tym moim  szybkim życiu…

Panie dziękuje Ci, że JESTEŚ  w moim życiu… pomimo mojej niewierności, braku czasu i szybkich kroków… DZIEKUJĘ że chcesz być we mnie… bo bez CIEBIE… po prostu nie potrafię żyć… Potrzebuję Cię Jezu! I cieszę się, że i TY mnie potrzebujesz… mój odwieczny PRZYJACIELU!

podpowiada s. Dolores SSpS (Dorota Zok)

26.09.2012 - czy znam GO?

Środa XXV tygodnia zwykłego

Ewangelia na dzisiaj (Łk 9,1-6):

Jezus zawołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób. l wysłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych. Mówił do nich: „Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy; nie miejcie też po dwie suknie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, tam pozostańcie i stamtąd będziecie wychodzić. Jeśli was gdzie nie przyjmą, wyjdźcie z tego miasta i strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo przeciwko nim”. Wyszli więc i chodzili po wsiach, głosząc Ewangelię i uzdrawiając wszędzie.

Minutka ze Słowem:

czy znam GO?

Taka dobra wiadomość dziś: Jezus daje człowiekowi swoją moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób. Sugeruje też, by nie ustawać w drodze, by nie zabierać nic na tę podróż życia, prócz wiary, że Jezus o wszystko zadba. Może inaczej, jak sobie to wyobrażam, ale zadba. Ważne jest by głosić Królestwo Boże i uzdrawiać chorych. Taka dobra wiadomość dla mnie, a jednocześnie taki smutek, bo widzę tylu cierpiących wokół mnie, tylu niby nieuleczalnie chorych, tylu ludzi zamkniętych we własnym świecie buntu i rozczarowań... i dzieci odchodzące z tego świata w bólu... i ludzi krzyczących jakby ciągle: Dlaczego... Boże!

Taki paradoks, tego co dziś słyszę... Może zabieram za wiele „rzeczy” w drogę: ludzi, przekonań, pewników moich; może to tak, że głoszę nie Boga, ale siebie... i dlatego wokół mnie jeszcze tyle bólu i nieuzdrowienia... Bo ja , która powinnam niczego nie posiadać, zabieram wiele... ciągle za dużo i mało miejsca dla Boga, którego tak naprawdę to nie głoszę, bo nie znam GO... a żyję w iluzji, że znam Go, bo się modle, i to regularnie i szybko i obowiązkowo...i to, co nakazuje Kościół. Ale czy znam Jezusa? mojego Brata, Przyjaciela, Boga? Czy znam choć trochę, by głosić i uzdrawiać... bo świat wokół mnie cierpi, i tak naprawdę, to prosi tylko o to, by Boga pokazać, a wtedy i uzdrowienie będzie.

Panie daj mi TWEGO DUCHA..., bym poznała CIĘ choć trochę, bym kochała całym sercem, i głosiła... Daj mi Panie Twego Ducha.... bym żyła i darowała uzdrowienie dla mego ludzkiego świata! Amen.

podpowiada s. Dolores SSpS (Dorota Zok)

27.09.2012 - zaniepokoił się Herod!

Czwartek XXV tygodnia zwykłego

Ewangelia na dzisiaj (Łk 9,7-9):

Tetrarcha Herod usłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Jezusa i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych; inni, że Eliasz się zjawił; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Lecz Herod mówił: „Ja kazałem ściąć Jana. Któż więc jest Ten, o którym takie rzeczy słyszę?” I chciał Go zobaczyć.

Minutka ze Słowem:

zaniepokoił się Herod…

Dziwne, że czasem niepokoję się, gdy ktoś czyni DOBRO… Staje się jakby lepszy ode mnie. Ludzie wtedy bardziej szukają, przyjaciół więcej, miłości więcej. Tak, to takie skutki DOBRA I CUDÓW, takich w ludzkiej codzienności. Tak naprawdę , to powinnam się cieszyć, bo świat staje się wtedy lepszym miejscem… I tak naprawdę to dziwne, że właśnie wtedy, przyjmuję postawę herodową i zaczynam się niepokoić. Mam takie momenty, a szkoda.

 Wiem, że tak naprawdę to tutaj nie chodzi o świat, ani o Miłość, ani o dobro, ani o człowieka… tylko o mnie chodzi! O mój własny egoizm! Tutaj chyba o to chodzi, że nie lubię lepszych ode mnie. To właśnie ja chcę być tym najlepszym, tak by świat mnie podziwiał. Tak trudno się przyznać , że postawa herodowa, jest znana bardzo dobrze naszemu sercu… tak w codziennych wyborach, małych i wielkich.

Dziś kolejny raz odczuwam potrzebę Twego Ducha Panie, bym radowała się lepszym światem mego brata: jego sercem i dobrem, które czyni! Duchu św. proszę Cię o to, abym potrafiła się cieszyć wielkością innych…

podpowiada s. Dolores SSpS (Dorota Zok)

24.09.2012 - mieć ucho Anioła!

Poniedziałek XXV tygodnia zwykłego

Ewangelia na dzisiaj (Łk 8,16-18):

Jezus powiedział do tłumów: „Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz stawia na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło. Uważajcie więc, jak słuchacie. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma”.

Minutka ze Słowem:

mieć ucho Anioła

Tak to dziś ważne... "słuchanie". Kiedyś widziałam taki obraz, na którym dwóch Aniołów wzajemnie siebie słuchało..., tak bez słów... Patrzyli w jednym kierunku, rozumieli sie bez słów... chyba nawet myśleli podobnie... Pan, który oglądał ten obraz ze mną, juz trochę starszy i widać było zniszczony przez życie, szepnął mi nagle do ucha: „Ten obraz, to jedyna mądrość tego świata i źródło ludzkiego zrozumienia, miłości i przebaczenia". Potem odszedł szybko, ale w drzwiach dodał: „mnie chyba nikt nigdy nie wysłuchał i nie zrozumiał... dlatego jestem sam".

Dziwne, ze Aniołowie lubią słuchać i służyć. Może dlatego są tak różni od nas, ode mnie, bo jakoś tak zawsze chcę mieć coś do powiedzenia, coś ważnego, a najlepiej być w centrum dobrej imprezy. A tak naprawdę czynię świat bardziej samotnym... bo inni stają się samotni, ciągle mnie słuchając, słuchając tych moich pustych i szybkich słów, takich, które zachwycają jedynie na 5 minut. Może to dlatego, ze ukrywam siebie tak naprawdę i boję się, by ujawniło się moje prawdziwe oblicze, a słowa czasem zasłaniają i pokazują na scenie

Panie, daj mi zdolność słuchania mego serca, CIEBIE w nim, i drugiego człowieka. Daj mi Boże taką miłość, bym potrafiła zrozumieć słowa niewypowiedziane..., bo tam tkwi mądrość i miłość duszy, tam tkwi pragnienie CIEBIE i miłości...,a przecież to samo... Daj mi serce , by słuchać... , bo to źródło wszelkiej mądrości.

podpowiada s. Dolores (SSpS), Dorota Zok