Droga krzyżowa

Za nasze grzechy zostałeś Jezu skazany,

Przed sąd Piłata wydany.

Lecz on umywa ręce przed Tobą,

Bo wiedział żeś jest niewinną osobą.

Ale ludzie nieugięcie krzyczeli

I ukrzyżować Cię chcieli.

I tak też uczynili

Na ramiona Twoje ciężki krzyż włożyli.

Ciernie Cię ukoronowali

I biczami wysmagali.

I poniosłeś serc naszych grzech,

Choć spotykały Cię szydercze uśmiechy.

Lecz Ty nie zważałeś na nie,

Boś jest największe SERCA KOCHANIE.

 

Pod dwoma belkami w krzyż złożony

Padasz pod jego ciężarem zmęczony.

Żołnierze Cię popychają,

Bo zadanie do wykonania mają.

Wstajesz choć ramiona krzyżem przytłoczone,

Idziesz dalej, aż spotykasz matki serce zranione.

Jej warz cała stroskana,

Łzami zalana.

Nic nie mówi, tylko wzrokiem wyznaje,

Że Tobie  serce  swe oddaje.

Po tym pełnym miłości spotkaniu

I przez żołnierzy popychaniu.

Pewien człowiek przymuszony

Bierze krzyż i  już jesteś Jezu trochę odciążony.

Lecz to nie koniec ludzkiej dobroci,

Bo nie każda dusza ma zamknięte oczy.

I  wnet pojawia się niewiasta miła,

Która twarz Twoją z krwi oczyściła.

W wielkiej wdzięczności za ten gest uczyniony,

Dajesz jej Swe odbicie i od tej pory jesteś całunie czczony.

 

Te uczynki dodały Ci siły,

Ale nogi posłuszeństwa odmówiły.

Potykasz się i upadasz bez mocy

A nie widać z nikąd pomocy.

Żołnierze coraz bardziej Cię ponaglaj,

Bo z cierpienie Twojego radość mają.

Lecz Ty się podnosisz

I ludzi o to samo prosisz.

By ilekroć upadną się podnosili

I przez to lepiej żyli.

 

Na Twojej drodze stają kobiety stroskane,

Ich twarze łzami zalane.

Litują się nad Twoją niedolą,

Choć  serca je z innego powodu bolą.

Może to ostatnie spotkanie

Sprawiło, że SERCA KOCHANIE

Upada  poraz trzeci

 Krew z Jego ran leci.

 

Idziesz dalej tą drogą bólem i krwią naznaczoną,

Przez oprawców wyznaczoną.

Na końcu zostajesz upokorzony

I z szat obnażony.

Już ręce Twoje rozciągają

Do krzyża przybijają.

Nogi gwoździami złączone,

Krwią są ubrudzone .

Te gwoździe stępione,

To nasze serca grzechem zranione.

 

I nadeszła ta godzina,

Kiedy matka żegna Syna.

Łzy gorzkie leje

Bo syn na krzyżu mdleje.

Nie łamali Ci kości, Tylko włócznią przebili serce pełne miłości.

 

Po tych mękach okrutnych z krzyża zdejmują Twe ciało,

By na nim dłużej nie wisiało.

Do grobu serce Twoje Jezu wszyscy myślą, że wszystko stracone,

Lecz tylko ziemskie życie zakończone.

 

Moje grzech to sprawiły,

Że Twoje ciało rany pokryły,

Że tak cierpiałeś Jezu kochany,

Że dotarłeś na Golgotę wyczerpany.

Lecz przez swoje zmartwychwstanie, dałeś nam dowód tego,

Jak wielka jest miłość do człowieka każdego.

 

 Edyta Kochany

primi sui motori con e-max