Bliskość Boga - Ania

Mam na imię Ania, jestem studentką trzeciego roku prawa w Opolu i od trzech lat uczęszczam do duszpasterstwa akademickigo Resurrexit, co było najlepszą decyzją, jaką mogłam podjąć stawiając pierwsze kroki w akademickiej rzeczywistości. Pochodzę z katolickiej rodziny. Mój tata jest bardzo wierzącym człowiekiem, a praktykę i pielęgnowanie swojej wiary zaszczepił w nas - swoich dzieciach - od najmłodszych lat. Kiedy chodziliśmy razem w weekendy na spacery do lasu, lubiłam go słuchać, gdy mówił o swojej wierze. Jednak najczęściej to nie słowa były jego świadectwem, a czyny - to jakie wartości wyznawał, jak odnosił się do mamy czy jak mówił o Bogu. Zawsze wzbudzało to we mnie swego rodzaju podziw i szacunek w jednym, tak jest w zasadzie do dzisiaj, mimo że teraz słucha go już nie dziecko, a dorosła córka. Myślę, że od zawsze miałam w sercu pragnienie bycia blisko Boga, modliłam się jak potrafiłam jako mała dziewczynka, stawałam się coraz bardziej ciekawa tematu wiary, zgłębiałam więcej informacji poszukując odpowiedzi na różne nurtujące mnie pytania odnośnie Boga…
Mam w pamięci do dzisiaj obraz siebie, kiedy wracałam z gimnazjum i wstępowałam najpierw do księgarnio-kawiarni na rynku w moim rodzinnym mieście. Była to kawiarnia pełna książek o tematyce religijnej. Bardzo lubiłam tam chodzić, nie tylko napić się dobrej herbaty, ale też nabyć jakieś czytelnicze nowości… Pamiętam nawet, że kupiłam sobie stamtąd Listy Św. Pawła, Psalmy i Dzienniczek Siostry Faustyny… Po drugiej stronie drogi był kościół. Trzeba było wejść od tyłu schodami w dół schodząc do piwnicy, gdzie znajdowała się kaplica z przepięknym okazałym obrazem „Jezu Ufam Tobie”. Robił on na mnie ogromne wrażenie, był przepiękny… Nigdy nie liczyłam ile czasu spędzałam medytując i modląc się przed tym obrazem, zawsze mniej więcej tyle, aby zdążyć na popołudniowy autobus . Wraz z kolejnymi gimnazjalnymi latami zaczął doskwierać mi brak wspólnoty, w której mogłabym dzielić się swoją wiarą z rówieśnikami… Jeszcze przed rozpoczęciem studiów nawiązałam znajomość z kolegą, który także rozpoczynał prawo w Opolu. Okazało się, że tak jak ja, jest wierzący, dlatego mieliśmy sporo tematów do rozmowy. Jako że pochodził z Opola, znał znacznie lepiej to miasto i pewnego dnia zaproponował mi czy nie chciałabym pójść do duszpasterstwa, by po prostu zobaczyć jak mi tam będzie… Odpowiedziałam, że z ogromną chęcią pójdę, pchała mnie ogromna ciekawość jak takie miejsce wgl funkcjonuje… w końcu nigdy nie miałam okazji być częścią tego rodzaju wspólnoty! Po zakończeniu mszy inaugurującej rok akademicki podeszło do nas parę osób. Wyglądali na studentów, byli bardzo uśmiechnięci i otwarci. Zjedliśmy poczęstunek przy wspólnym stoliku i okazało się, zgodnie z tym czego się spodziewałam, że są to właśnie członkowie Resurrexit. Kiedy przekroczyłam próg duszpasterskiej piwnicy, powitały mnie bardzo przyjaźnie nastawione osoby, od których biło ciepło, otwartość oraz ciekawość na drugiego człowieka… To miejsce przepełniało choć niewidzialne to tak dobitnie wyczuwalne dobro, które aż chciało krzyczeć „hej, możesz się zatrzymać, możesz być spokojna, to Twoja bezpieczna przystań”. Wszystkie moje obawy z poznaniem nowego miejsca minęły, poczułam się przyjęta i zauważona… To uczucie nie towarzyszyło mi tylko pierwszego dnia… Wiele razy potem odczuwałam jak niesamowita atmosfera panuje w tym miejscu, tak ciepła i bezpieczna przestrzeń, w której każdy może czuć się sobą, bez obaw czy zostanie zaakceptowany taki jaki jest… bo tam po prostu jest miejsce dla każdego! W naszej kaplicy jeszcze nigdy nie zdarzyło się, aby dla kogokolwiek zabrakło miejsca, tak samo przy stole, przy którym wspólnie biesiadujemy świętując różne - małe i duże - uroczystości… DAR przywiązał mnie do siebie niewidzialną nitką, która z każdym kolejnym przeżytym półroczem stawała się mocniejsza. Pierwszy rok studiów nie był dla mnie łatwy pod wieloma względami. Zawsze wiedziałam, gdzie iść, kiedy naprawdę nie chciałam być sama ze swoimi problemami i myślami kłębiącymi się w głowie. Przekraczając próg tej piwnicy moja głowa się wyciszała, natrętne myśli coraz słabiej dawały o sobie znać, mogłam zapomnieć o tym co mnie przytłacza. Tam też znajdowałam przestrzeń do pobycia ze sobą, zatrzymania się, pokazania emocji, nieukrywania ich, co było niezmiernie terapeutyczne… W żadnym innym miejscu nie czułam się nigdy tak akceptowana, tak przyjęta. Duszpasterstwo to dla mnie druga, niezwykle szczególna w swoim rodzaju, rodzina… W okresowej tęsknocie za domem pomaga mi to, że odnajduję „dom” w tym miejscu… Może nie taki typowy, ale z pewnością mogę być tam tak samo bezpieczna i kochana. Jednak najważniejszym elementem, który spaja wszystko i łączy nas w tę niezwykłą wspólnotę jest On, ukryty w Hostii, widniejący majestatycznie na ołtarzu… Nigdy nie przeżyłam tak pięknej i pełnej bliskości Boga Adoracji Najświętszego Sakramentu, jak w kaplicy podczas cotygodniowej medytacji chrześcijańskiej prowadzonej przez naszego księdza Łukasza… Ksiądz Łukasz jest dla nas jak drugi ojciec, czuwa nad nami, uczy, potrafi dobrze rozmawiać i uważnie słuchać, ale też nierzadko być ogromnym wsparciem w przeróżnych trudnościach codzienności… W postaci duszpasterstwa otrzymałam drugą rodzinę, braci i siostry, przewodnika duchowego i opiekuna w jednym, miejsce, w którym mogę czuć się jak w domu, gdzie mogę się choć tymczasowo ukryć przed światem, który czasami mnie przytłacza. Do końca życia i jeszcze dłużej będę wdzięczna za ten przepiękny prezent, jaki dostałam na moje akademickie lata życia od Pana… Nie mogłam wymarzyć sobie lepszego.
Ania